propaganda KOMINEK 2


Dzisiejszy poranek. Godzina nieprzyzwoicie wczesna. Tatuś szykuje się do pracy.
Dzidziulka już rozbudzona śmiga po sypialni, a ja wciąż próbuję otworzyć oczy, ale powieki tak ciężkie, jakby ważyły tony… Walczę. Wreszcie otwieram jedno oko, a tu Dzidziulka z Kominkiem w swych malusich rączkach tuż przy mojej twarzy. W ostatniej chwili się ocknęłam. Dostałabym książką, wcale nie lekką, prosto w oko.
Więc dzisiaj na blogu Kominek. Skoro Dzidziulka tak podpowiada…

Zapewne będzie jeszcze czas na post o tym, jak to się stało, że możecie teraz czytać naszego bloga.
Historia jest oczywiście długa i skomplikowana…

Nie odkryję ameryki, gdy napiszę, że pojęcia nie miałam o tym, iż co trzecia matka bloga ma. A co piąta zapewne tak mówi. W moim otoczeniu natomiast nie miała żadna. Kiedy blog powstał, poznałam kilka mam, wirtualnie oczywiście, blogerek. Btw przeżyłam lekki szok.
Pewnego razu okazało się, że każda blogująca osoba powinna znać Kominka. Ja nie znałam, sorry. Najpierw było mi trochę wstyd. Że niby bloga mam, a nie wiem co to Kominek… Po prostu nie miałam czasu na czytanie blogów, zresztą wciąż nie mam. Zrobiło się głośno w blogosferze. Kominek napisał artykuł, w którym nieco zdeptał blogujące mamy. Oczywiście blogosfera mamusiowa zagotowała się nieźle.
I reakcja była oczywista! Miałam wrażenie, że to była przemyślana akcja Kominka. Naturalne było, iż każda matka będzie bronić swojego dziecka, bo przecież blogi mam to blogi o ich dzieciach. Śmiałam się w duchu, że ten to ma łeb na karku. Do tego wydaje książkę, jak pisać blogi, jak zarabiać na blogowaniu. No strzał w dziesiątkę. Skoro tyle matek blogi pisze, a Kominek na swym blogasku wstawia artykuł, że żaden blog dziecięcy, parentingowy czy jaki tam chcecie, pisany przez mamuśki o swych pociechach nie zasługuje na miano blogu parentingowego, to skutek jest jeden. Stado Mam biegnie do księgarni w poszukiwaniu Kominka – cudu, który uratuje ich bloga! No ja w tym stadzie nie byłam. Sorry Kominek! Śmierdziało mi to wszystko… Wątpię, by Kominek zajrzał na wszystkie blogi, przeczytał, by się wypowiadać. Wrzucił wiele fajnych blogów do jednego wora, oceniając. Taki jest Kominek, podobno.
Zazdrościć mu mogę, owszem. Peugeocika, którego ‘dostał’, by sobie pojeździć po Europie, zaś my na swojego musieliśmy ciężko pracować.
NY sobie odwiedził, my chcemy zabrać Dzidziulkę, ale wciąż odkładamy na podróż i uzbierać nie możemy. No cóż…. takie jest życie.
Z ciekawości zajrzałam jednak do tej pierwszej książki, którą czytały wszystkie matki blogerki. Musiałam zobaczyć przecież o co tyle szumu, jednak do tej pory nie znalazłam czasu, by dokończyć…
No i jest druga książka. Reklamę ma dobrą, to fakt. Kominek zdradza tajemnicę, jak zarabiać na blogu. A kto nie ma bloga ten nie wie, że to ciężka sprawa jest. Blog pochłania mnóstwo czasu. Właściwie pracuje się non stop. Zaś Kominek sprawia, że wszyscy myślą, że każdy może mieć bloga i każdy może zarabiać na tym blogu. No nie byłabym taka pewna.
“400 stron” czystej wiedzy hehe… Ok, stron rzeczywiście czterysta książka ma, ale jaka czcionka! hello! Śmiało można by zmieścić w dwustu. Ledwo człowiek zacznie czytać stronę, a ta już się kończy. Przekładając kartki można się zmęczyć więcej. No i oczywiście książka ofoliowana. To chyba teraz rzadko się zdarza. Ja bynajmniej nie spotkałam się z tym od dawna. Nie zajrzysz do książki, nie podpatrzysz, nie przeczytasz… Owiana tajemniczą aurą, leży i musisz ją kupić, by sekret zawartości poznać…
Świetną reklamę zrobiła MM. Brawo! ‘Strona 292 tak mnie zdenerwowała, że rzuciłam książką  i wysprzątałam dom….’ napisała na blogu. Tysięce czytelników zachodzi w głowę w tym momencie co takiego Kominek napisał. Ale żeby się dowiedzieć książkę trzeba kupić, bo przecież ofoliowana, więc nie sprawdzisz w księgarni. A co było na stronie 292? Nic szczególnego! Że niby nie ma żadnych popularnych blogów parentingowych w Polsce. ‘I zdanie łagodzące na następnej stronie.’ Że jest kilka rokujących, fajnych rodzin w pl mających głowę na karku. Reklama pierwsza klasa.
Jednak Kominek to żadne guru…
Napisałam powyższy tekst ileś tam dni temu, a potem poszłam dalej czytać i… polubiłam Kominka.
Bo… bo mamy podobne marzenia! Bo w swoich książkach sypnął mi kilka komplementów. Tak, tak, komplementów! Zobaczyłam, że “dobrze gada”.
I nawet znajdę chwilkę od czasu do czasu, by wpaść na jego bloga.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że reklama książki jest świetna. Sprawia wrażenie, że każdy może zbijać kokosy na prowadzeniu bloga, więc potencjalnie każdy bloger albo każdy potencjalny bloger leci kupić książkę. Jednak podczas czytania może się nieco rozczarować. Kominek bawi się pseudo blogerami, podkopuje, w pewnych momentach nawet drwi… Trzeba mieć nieco oleju w głowie, by ją umiejętnie odczytać.
I za to polubiłam go jeszcze bardziej!
Kto wie, może kiedyś będziemy sąsiadami…. na Manhattanie ;p

książka – Tomek Tomczyk BLOG
podusia – Mały Artysta


Dodaj komentarz

2 thoughts on “propaganda KOMINEK

  • Ewelina Oblocka

    Dobry tekst. Sama wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu jakiegoś Kominka, do momentu aż zobaczyłam fotki blogujących mam w towarzystwie jego ksiązki. Wydało mi się to troszkę zabawne, co innego fotka z tomikiem Szymborskiej lub epopeją Mickiewicza, ale cóż… jak widać motyw zdjęcia z książką stał się modny, wręcz symbolem wielu blogów :) Mnie to jakoś nie kręci, Agathe Chrisie wolę lub Emily Giffin wieczorem poczytać :) Zgadzam się z tym odnośnie reklamy. Jest dobra, bo w pewnej chwili przez mą głowę myśl o przeczytaniu przebiegła :) Jakoś jednak jestem na nie. Hmm takie moje zdanie, choć nie przeczę, chłop wie, jak zarabiać, czy to na blogu czy blogujących mamach :)