słońce! 9


 

Dochodzi godzina dziesiąta. Zamykam oczy. Promienie słońca grzeją mą twarz. Czuję ciepło i szybko myślami odpływam w przyszłość. Już wkrótce taka pogoda będzie codziennością. Trzymam tyci Dzidziulkową rączkę, tiptopkami poruszamy się do przodu. Drugą ręką pcham wózek z Dzidziulkiem, który odpłynął w ramiona Morfeusza, gdy tylko poczuł świeży powiew powietrza. Zerkam co chwila, czy nie zbaczamy z drogi, by znów przymknąć oczy i zatrzymać się w myślach tym razem nieco dłużej. Na sekundę zapominam o zabieganym poranku, o tym szykowaniu się w pośpiechu, umilanym jękami i płaczem, o trudach wpakowania się do auta, o tym, że właśnie zmierzamy do szpitala, a przed nami maraton po przychodniach. Słonko tak przecudownie przypieka mi w twarz, oczy mimowolnie się przymykają, nieprzyzwyczajone do ostrego światła, a myśli wciąż uciekają w tę przyszłość, tak całkiem niedaleką. Poziom endofrin wzrasta nieprzyzwoicie wysoko. Świat przestaje wydawać się taki straszny, zaś wizja słonecznej przyszłości, rodzinnych wakacji i to cudne słonko, które grzeje mą buzię, sprawiają, że na twarzy pojawia się uśmiech. Uśmiech, którego nie było przez długie tygodnie, kiedy zmierzyć się nam przyszło z pasmem chorób. Biorę głęboki wdech, by jak najwięcej złapać świeżego powietrza, którego zapach już zdążyłam zapomnieć. Jakoś tak wiosną pachnie… i wszystko staje się łatwiejsze!

 

 

 

 


Dodaj komentarz

9 thoughts on “słońce!