Mój sposób na zimę. Zobacz czy sprawdzi się u Ciebie! 16


IMG_2625blog

IMG_2631-2blog

W tym roku zima wyjątkowo daje mi w kość. Przeszywające wiatry mocno nadszarpnęły moje zdrowie, a każdy kto zna ból zatok, wie jak trudno się wówczas funkcjonuje. Ziewam nieustannie, choć wypijam kilka kaw dziennie. Jestem przemarznięta już po stu metrach spaceru. Moja skóra zrobiła cienka i szorstka jak papier, zaś nawet zwykłe dotknięcie opuszków palców sprawia mi ból. Najchętniej stałabym się niedźwiedziem, przespała ten czas zakopana pod pierzyną i wróciła do świata żywych dopiero wiosną. Niestety o śnie i ciepłym łóżku mogę zapomnieć, bo przede wszystkim jestem mamą i ta funkcja w tej chwili staje się życiowym priorytetem. Wypijam więc trzecią kawę, zakładam dodatkowe warstwy ubrań, ubieram największy uśmiech i rozglądam się dookoła próbując dostrzec najmniejszy, najdrobniejszy przebłysk tęczy, pośród szarości dnia… To nie jest proste zadanie, zwłaszcza jeśli codziennie, w pędzie szykuję trzy cebulki, by po pięciu minutach, jedną cebulkę rozebrać. Kręcę kółka po parku, bo najmniejsza cebulka nie ma ochoty siedzieć w domu (kiedy średniej cebulki w nim nie ma), choć już trzydzieści minut wcześniej przestałam czuć pale u stóp. Wracam do domu skostniała i okazuje się, że jest jeszcze gorzej, bo oprócz rozbierania dwóch cebul, mam jeszcze masę błota w przedpokoju do sprzątnięcia, a zamrożone części ciała w ciepłym pomieszczeniu zaczynają boleć bardziej niż na dworze. A kiedy już okazuje się, że kończyny są w porządku, błoto zostało usunięte, patrzę na zegarek i widzę, że za trzydzieści minut powtórka z rozrywki, bo czas odebrać cebulkę z przedszkola. A potem tylko kolejne ubieranie, marznięcie, rozbieranie, sprzątanie, odmrażanie kończyn i można kłaść cebulki na drzemkę, by przez godzinę napawać się ciszą, otulona grubym kocem, z kubkiem gorącej, kolejnej już tego dnia, kawy… A nie wróć! Przecież muszę w tym czasie zrobić obiad, ogarnąć dom, by choć w połowie przypominał dom, gdy mąż wróci z pracy, wstawić zmywarkę, ooo i pranie już by się przydało… aaaaaaa!

IMG_2632blog

Doszukuję się w myślach tego błędu, który popełniłam. Tego momentu, który sprawił, że już nie umiałam spojrzeć na zimę inaczej, aniżeli źle. Bo piękne, białe zimy, które mimo mrozu, otulają buzię promieniami słońca, podszczypując tylko delikatnie policzki czy nosek, zupełnie niewinnie, dawno za nami. Teraz zima, to bezkres szarości i przeszywających do kości zimnych wiatrów. Jeszcze trochę i nasze dzieci będą śnieg znały tylko z opowieści. Nic dziwnego, że spacery stały się bardziej obowiązkiem niż przyjemnością. Zabiegane popołudnia, bo milion spraw do załatwienia dołożyły swoje pięć groszy. I nie wiadomo kiedy stałam się okropną pesymistką, która dostrzegać potrafi tylko kolor czarny. Taką, która sama ze sobą nie potrafi wytrzymać, bo wkurzało wszystko, a potem wkurzało to, że mnie to wkurza. A najgorsze, że niby widzisz, ale nie potrafisz widzieć, tak jakbyś chciała. Wreszcie znalazłam sposób. Skoro patrząc na świat nie potrafię dostrzec jego piękna, biorę w swe ręce aparat. Zmieniam otoczenie, wybierając miejsce, które zawsze pozwala nabrać dystansu. I Dzidziulki od razu odżyły. Bo w lesie wszystko jest inne, ciekawsze, fajniejsze. Tam powietrze inaczej smakuje. Nawet trochę marznę, bo nie umiem robić zdjęć w rękawiczkach. Zaglądam przez wizjer i w małym kwadraciku potrafię znaleźć to, czego normalnie dojrzeć nie umiem. Okazuje się, że nawet w pochmurny dzień, może wyjść słońce. Wracam do domu i gdy odpalam komputer okazuje się, że zimno nie straszne, a ubieranie na cebule nie takie dokuczliwe, jak się wydawało. Bo zima może być piękna, nawet kiedy nie jest biało. Wystarczy odpowiednio spojrzeć, w tym przypadku przez wizjer mojego canona… Przewietrzona głowa, tym razem jednak dotleniona czystym powietrzem, naprawiła się ot tak, kilkoma naciśnięciami magicznego guziczka w aparacie. Znalazłam sposób na zimę. Mój sposób… 

IMG_2652blog

IMG_2576blog

IMG_2606blog

IMG_2610blog

IMG_2589blog

IMG_2635blog

IMG_2575blog

IMG_2628blog

kurtka – Lidl/ spodnie, czapka – h&m/ szalik – sinsay/ buty – kari

I co myślisz o moim sposobie? A może masz swój sposób na zimę? Jeśli wiesz jak przetrwać ten bezkres szarości, który funduje nam zima już któryś rok z rzędu, koniecznie daj znać w komentarzu.


Dodaj komentarz

16 thoughts on “Mój sposób na zimę. Zobacz czy sprawdzi się u Ciebie!