Pisankowa klapa 6


Kilka tygodni temu wypatrzyłam w Rossmannie i bez wahania wyciągnęłam rękę w stronę sklepowej półki. Choć to już trzecie święta Wielkanocne małej Dzidziulki, malowanie pisanek dopiero w tym roku stać się miało atrakcją. Zazwyczaj maluję pisanki w sobotni poranek, najtańszymi barwnikami, za złotówkę, które dostać można w każdym sklepie. Cena zestawu do malowania z Rossmanna jednak nie przestraszyła, a szkoda, bo prawie dwie dychy wyrzuciłam w błoto. No ale czego się nie robi, by zobaczyć uśmiech dziecka. Tyci pieczątki wydawały się pomysłem rewelacyjnym. Wystarczająco prostym, by maleńkie rączki poradziły sobie z zadaniem, a jednocześnie dającym masę radości. No i w głowie już powstała wizja, pięknych, niepowtarzalnych pisanek, które zdobić będą wielkanocny koszyczek. 

Radość była. To trzeba przyznać. Ale równie dobrze efekt ten osiągnięty by został zwykłymi barwnikami w proszku, tymi najtańszymi. Pieczątki w ogóle nie nadają się do użytku. Nawet nie chciały się zamoczyć w barwniku, mimo, że na załączoną ściereczkę dałam i 8 kropel, a nie 4, jak to jest napisane w instrukcji. Całe szczęście Dzidziulka zachwyciła się ‘magią’ barwienia pisanek. Wrzucała jajko, które po kilku minutach zmieniało kolor na ten, znajdujący się w szklance. Próbowałam uratować tyci pieczątki przed lądowaniem w koszu, ale nawet do malowania farbami się nie nadawały. Te tyci pieczątki z kartki w niczym nie przypominały tych pieczątek z pudełkowego obrazka. Dzidziulce szybko znudziły się i wolała malować pędzlem. Pozostaliśmy ze zwykłymi, ale najdroższymi w naszym życiu, kolorowymi pisankami. No cóż, może w przyszłym roku wymyślę coś lepszego.


Dodaj komentarz

6 thoughts on “Pisankowa klapa