Kto Ci poda szklankę wody na starość? 52


IMG_3583blog

Jakiś czas temu brałam udział w interesującej rozmowie o powiększaniu rodziny. Mój rozmówca był lekko mówiąc oburzony liczbą dwa, bo przecież dzieci to najlepsza inwestycja. A skoro ja mam tylko dwójkę i nie myślę o kolejnych, jestem słabym inwestorem, który na starość może zostać sam, jak palec. A wówczas… kto mi poda szklankę wody? ‘Bo wiesz, im więcej dzieci, tym większa szansa, że któreś Ci pomoże, a los przecież bywa przewrotny’ – usłyszałam…

Rodzina była moim marzeniem. Kochający mąż i dwójka dzieciaków, tak, tak – ta reklamowa parka, z obrazka idealnej rodziny. Po wspomnianej rozmowie zaczęłam zastanawiać się, dlaczego właśnie rodzina była moim marzeniem. Czy dlatego, że takie są oczekiwania społeczeństwa, niejako naturalna kolej rzeczy, która zakorzeniła się w ludzkiej mentalności? Czy dlatego, że kiedyś będę potrzebowała opieki i przydało by się, by ktoś tę szklankę wody jednak podał?

Spędziłam popołudnie rozmyślając, a do głowy przychodziły mi przeróżne argumenty, nawet te z nadeptywaniem klocków lego i skakaniem po kałużach. Pierwszą myślą i chyba tą najistotniejszą było założenie rodziny, by kochać i być kochanym, po prostu. Dzieląc się miłością, mnożymy ją. Może ten rachunek z matematycznego punktu widzenia nie ma sensu, ale w moim odczuciu jest bardzo prawdziwy. I w tym jednym prostym zdaniu zamknąć mogę całą moją odpowiedź. Słowo inwestycja bardziej kojarzy mi się z bankiem, niż z dziećmi. Z finansowych terminów bliżej już bankructwo, bo przecież dzieci to niekończące się wydatki.

Rzeczywiście los bywa przewrotny. I nie muszę skończyć osiemdziesięciu lat, by się o tym przekonać, albowiem mając trzydzieści wiem o tym doskonale. Ale wiem też, że bywają tacy, którzy w młodości ‘inwestowali’ w dzieci. Kobiety, matki kiedyś z co najmniej piątką u boku, ba! nawet i ośmiorgiem, dziś leżą i szklanki wody podnieść nie potrafią. I przy łóżku nie ma ani jednego z tej gromadki, by swej matce przysłowiową szklankę wody podać. Swoją drogą, to była najdroższa inwestycja w życiu tej kobiety, okupiona nie tylko pieniędzmi, ale i ciężką pracą. Oczywiście przyczyn tych opłakanych skutków może być kilka. Wśród nich wysuwa mi się jeden zwłaszcza, być może nieco ostry, ale nie od dziś wiadomo, że liczy się jakość, a nie ilość. Bo można mieć jedno dziecko, które w ogień skoczy, a można mieć dziesięcioro i żadne w trudnych chwilach nie pomoże.

Podziwiam wielodzietne mamy. Te, które ogarniają co najmniej czwórkę w tym samym czasie, kiedy mnie przy dwójce nie jednoktrotnie brakuje kończyn. Bo nie sztuka urodzić, trzeba jeszcze wychować. I to nie dzieci same w sobie są inwestycją. To nasz wkład jest tym wyznacznikiem. Tą inwestycją, której żniwo kiedyś zbierzemy… Bo żeby to dziecko rzeczywiście wodę podało, najpierw musimy je tego nauczyć, ale nie słowami, pustymi gadkami, a czynami i przykładem. Mimo wszystko, czy w takim celu zakłada się rodzinę? Myślałam, że dla nieprzespanych nocy, nadepniętych klocków lego bosą stopą, niekończących się uśmiechów, bądź w ostateczności tej dziecięcej bezinteresownej miłości, ale może się mylę?


Dodaj komentarz

52 thoughts on “Kto Ci poda szklankę wody na starość?

  • Bizimummy

    Pięknie napisane i oczywiście masz rację. Można mieć drużynę piłkarską, ale jeśli nie da się dzieciom miłości, to w przyszłości i tak nie będzie można na nie liczyć.

    • Webska

      dokładnie o tym samym pomyślałam. nie rozumiem jak można iść w ilość a nie w jakość jeśli chodzi o dzieci i ich wychowanie. mając nawet jedno dziecko, ale takie, któremu od początku wpajamy, że trzeba i warto mieć otwarte oczy i serce na ludzkie cierpienie i problemy, można mieć pewność, ze będzie miał kto podać szklankę wody na starość.

  • Honorata Sklepik

    Nie sztuką jest “napłodzić” dzieci, ale umiejętnie je wychować, aby tak jak mówisz, “na starość podały szklankę wody”. Uważam, że trzeba mierzyć siły na zamiary i rozmnażać się mądrze, by wystarczyło i czasu i środków…

  • Marta K

    Nienawidzę tego słowa w przypadku dzieci – “inwestycja”. Ja też od zawsze marzyłam o rodzinie, takiej kochającej, ciepłej, prawdziwej. Nie sztuką jest urodzić kilkoro dzieci i płakać, że każde po wyfrunięciu z gniazda o rodzicu w potrzebie zapomniało. Sztuką jest wychować jedno, ale takie które na pierwszym miejscu będzie stawiało pomoc najbliższym.

  • Witek Michalak

    Myślenie o dzieciach/dziecku jako inwestycji we własną przyszłość to jakiś niewysłowiony koszmar. Osobę od której usłyszałbym takie mądrości zjadłbym na miejscu. Swoją drogą to cudowne jest też to wchodzenie z buciorami w życie i pouczanie czy mieć dzieci i ile ich powinno być. :/

  • mamalolipoli

    Asiu uwielbiam czytać Twoje teksty. Wszystkie są takie ciepłe, przemyślane. Pięknie się je czyta i jeszcze piękniej dziękuje Ci za nie.
    Ja swoją dwójkę maluchów pragnę wychować tak, aby za kilka lat byli dumni ze swoich rodziców.

  • Ula

    Drogie mamy, ale nie dążmy do tego żeby to nasze dzieci nam to “szklankę wody” podawały, ja rozumiem że to jest również mentalność naszego narodu że dzieci powinny zająć się na starość swoimi rodzicami, a “złe dzieci” oddają swoich rodziców do domów opieki, ale moim zdaniem to jest złe nastawienie. Może ciężko to zrozumieć dopóki nie ma się do czynienia z takim starszym członkiem rodziny. Moim marzeniem jest że w momencie kiedy już nie będę mogła się sama sobą zająć, moje dzieci znajdą mi dobry dom opieki lub dobrą opiekunkę, która będzie z uśmiechem na twarzy znosić moje “fanaberie” ponieważ będzie dobrze opłacana, a one będą mogły dobrze żyć pracować, odpoczywać, podróżować i odwiedzać mnie jak będą miały na to ochotę i czas i nigdy nie pomyślą o mnie jak o ciężarze, a ja na starość będę miała profesjonalną opiekę. Pozdrawiam Ula
    P.S Świetny tekst i zgadzam się z Tobą, że nie po to zakładamy rodzinę :)

  • Alicja

    Mnie strasznie irytują takie interesowne osoby… Kiedy będę mieć dzieci to z tych powodów, co Ty – marzę o kochającej się rodzinie, a nie kalkuluje kto mi będzie usługiwal… Mam koleżanki, które tak myślą, ale jak dla mnie to puste.
    Druga sprawa jest taka, że pomocy starszym trzeba dziecko nauczyc przykladem :)

  • Ania Abakercja

    powoływanie na świat dzieci, żeby później podawały szklankę wody i opiekowały się starym rodzicem moim zdaniem jest trochę dziwne i przede wszystkim nie fair wobec dzieci. dzieci powinno mieć się tylko z jednego powodu. z chęci posiadania dzieci. tak po prostu. żadne szklanki wody czy dziedzice fortuny.

  • Mamy do pogadania

    a ja dziecko bardziej za dar uważam :) bo choćby nie wiem jak źle było (prywatnie, finansowo, w kwestii zdrowia i wielu innych ) to to dzieciątko i tak humor poprawić potrafi:) a to, czy poda tą szklankę wody czy nie, zależy tylko od nas. Ja nie zamierzam wymagać tego od moich Bąków- nigdy. A jak podadzą, to dumna będę. iz nich, i z siebie 😉

  • Kogelmogell

    Ja własnie nigdy tak o tym nie myślałam. Moim marzeniem było troje, ale teraz kiedy mam dwoje to coraz rzadziej myślę o trzecimi. Ciesze się, że nie mam jedynaka, bo sama jestem jedynaczką i gdyby nie kuzyni to na prawdę czułabym się często samotna… Myślę tak samo jak Ty. Można mieć drużynę piłkarska, ale jeśli nie przekażesz jej odpowiednich wartości to na starość zostaniesz sama. Inna sprawa, że czasami jest tak, że nawet kiedy matka dobra i na prawdę stara się wychować swoje dzieci na poczciwych ludzi to i tak czasami tej przysłowiowej szklanki wody nie ma jej kto podać. Smutne, ale prawdziwe.

    Poza tym nie sztuka narodzić dzieci i nie dbać o nie. Znam takie przypadki. Rozumiem, że każdy może mieć czasami dość.. ale kiedy dzieci chodzą po prostu brudne i zaniedbane to mi ich żal. Bo co innego gdy dziecko ubrudzi się w zabawie, co nawet jest wskazane, a co innego gdy jego włosy, aż błyszczą z braku wody, a paznokcie ma niczym tipsy… a mamusia nic tylko selfie na fejsa wrzuca ;/

    Się rozpisałam, jak nigdy 😛

  • Joanna M.P.

    O tak. Nie ilość a jakość. Piękny jest Twój tekst. Mi się nasuwa jeszcze taka myśl. Sama ma dwójkę i nie chcę więcej. Nie bo mnie nie stać, nie bo nie… Nie bo wolę swój czas dzielić na dwoje. Chcę by chłopcy czuli, że mają rodziców, którzy są w stanie dać im siebie na 100%, zauważają ich potrzeby, rozumieją troski. Myślę, że przy piątce czy dziesiątce nie jest to możliwe.

  • Pierwsza Dama

    Okej, żeby była jasność: ja dzieci nie planuję, przynajmniej w najbliższych latach. Nie chcę mieć dzieci, ponieważ nie uważam, abym była dobrą matką, nie czuję instynktu macierzyńskiego i traktowałabym je raczej… no cóż… jako duże obciążenie niż dar losu czy coś tam. Dobrze mi się żyje w takim trybie, jaki prowadzę obecnie i nie chcę go przewracać do góry nogami. To tak gwoli wyjaśnienia mojego punktu widzenia. :)

    A teraz do rzeczy. Dla mnie tekst, że nie będziemy mieć nikogo, kto nam tę nieszczęsną szklankę wody na starość poda, jako argument za posiadaniem dzieci, jest kompletnie nietrafiony. Według mnie nie powinno się powoływać na świat nowego człowieka z jakimikolwiek oczekiwaniami wobec niego. Życie ze świadomością, że mamy wypełnić wolę i oczekiwania rodziców jest bardzo przytłaczające (wiem, co mówię), tak samo jak potężne wyrzuty sumienia, że chce się robić w życiu coś innego, niż oni sobie wymarzyli. Fajnie, jeżeli dziecko samo z siebie, z miłości do rodziców, w czymś im pomoże, albo poczuwa się w obowiązku do tego (bo mieszka z nimi, więc miło, aby uprało samo swoje majtki, jak już chodzi do liceum). Ale nie można oczekiwać od dziecka, aby robiło coś dla rodziców tylko z powodu tego, że oni powołali je na świat – ono na to wpływu nie miało.

    U mnie była taka sytuacja: rodzice, jak byłam w podstawówce, wybudowali olbrzymi dom, taki pod wielopokoleniową rodzinę. Na zadupiu, z którego do liceum dojeżdżałam co najmniej godzinę. Fakt, pomieściło moich rodziców, dziadków, mnie i dwa psy. Ale dziadkowie już odeszli, ja chciałam mieszkać po swojemu, z narzeczonym, w zupełnie innym, bardziej mi odpowiadającym miejscu. Ba! Kupili mi nawet mieszkanie. :) A mimo to mama co jakiś czas próbuje wzbudzić we mnie poczucie winy, że się wyprowadziłam, bo ten dom przecież dla mnie budowali. Bo piętro jest w sam raz dla młodej pary. Bo to wszystko dlatego, że chciała, abym mieszkała z nimi. I oni teraz mieszkają sami (są sprawni, radzą sobie, stać ich na jego utrzymanie) w wielkim, pustym domu, bo jestem niewdzięczną córką i chcę żyć inaczej, niż oni sobie to zaplanowali. Jestem nie fair wobec nich? No mnie się nie wydaje.

    • Dzidziulkowo Autor wpisu

      być może jeszcze nie dotarłaś po prostu do tego punktu, a być może nigdy tam nie dotrzesz. nie każdy musi być matką. ważne, byś była szczęśliwa w życiu i tego Ci życzę. Dziękuję za Twoją historię, daje do myślenia. Tak bardzo chcemy dobrze dla naszych dzieci, nie pytając ich o zdanie nawet.

  • Edyta Mój kawałek podłogi

    Sama co prawda jeszcze nie mam dzieci, ale po znajomych i rodzinie widzę, że dwójka dzieci w dość niewielkim odstępie czasowym to ogromne wyzwanie! Też nie mam pojęcia jak radziły sobie kobiety z 5, czy 6 brzdąców. Czasami różnice były na tyle spore, że najstarsze opiekowało się młodszymi, ale jednak mimo wszystko takie przypadki należą do rzadkości. Podziwiam

  • Karolina Zalewska

    To jest generalnie dość skomplikowany temat. Bo wbrew pozorom, czasem jest tak, że nawet 15 dzieciaków nie ma możliwości podania tej szklanki wody. I często jest to zupełnie przemyślana i przegadana decyzja, taki dom starców. Bywa, że to nie dzieci, a rodzice właśnie naciskają. Żeby ich zostawić i isć dalej. Ale odwiedzać i pamiętać. A jednocześnie nie zamartwiać się, że szklanki wody nie będzie miał kto podać.

    • Dzidziulkowo Autor wpisu

      poruszasz kwestie, które akurat ominęłam, bo rzeczywiście bywają komplikacje, takie jak odległość, wówczas dom opieki jest jedynym wyjściem. nie uważam, że niesłusznym.

  • Gaba - Turlu Tutu

    Nigdy w życiu bym nie pomyślała o moich dzieciach jak o inwestycji! To koszmarne podejście, materialistyczne i egoistyczne! Mam trójkę dzieci, bo uważam, że dzieci są prawdziwym cudem, który dorośli, ludzie, rodzice otrzymują w darze! :)

  • Joanna - Babskie Pisanie

    Jeśli dziecko to jedynie inwestycja, to mnie nie stać na dodatkowe inwestowanie. Wole to jedno, które mam i pewność, że kiedyś mi się odwdzięczy za to, co otrzymało, niż kilkoro i pewności żadnej, gdyż sama nie mam pewności, że będę w stanie dawać im siebie po równo.

  • Izabela

    Kochana… 😉 Ja na pewno “podam szklankę” mojej Mamie, jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie! I najpiękniejsze z tego jest to, że nigdy mnie nie pouczała, nigdy nie powiedziała “a nie mówiłam?”… tylko dawała przykład. Po prostu 😉

  • Antyterrorystka

    Porównanie dzieci do inwestycji nie bardzo mi się podoba. Jak słusznie napisałaś- inwestować można w banku i innych miejscach. Nie wyobrażam sobie powiększania rodziny tylko dlatego, że ktoś się kiedyś mną zajmie…jak pokazuje życie może być tak jak napisałaś- kilkoro dzieci a szklanki żadne nie poda

  • Anielova

    Zauważyłam to już niejednokrotnie, że jednacy są ze swoimi rodzicami ‘bardziej’.
    Natomiast tam, gdzie dzieci jest dużo pada: “Dlaczego znowu ja? Może teraz Ty się zajmij?” i dotyczy to każdej rodzinnej sprawy, od gotowania i sprzątania do zajmowania się schorowanymi rodzicami. Także jak piszesz- nie ilość, a jakość się liczy. Pozdrawiam!

  • Matka na Szczycie

    Ja zawsze będę pamiętać jedno zdarzenie, które mnie spotkało, gdy byłam nastolatką. Weszłam do sklepu na naszej ulicy, a w nim była zapłakana starsza pani rozmawiająca z ekspedientką. Oglądałam towar, gdy nagle ta staruszka chwyciła mnie za rękę i mówi – Niech pani nigdy nie będzie mieć jednego dziecka, przynajmniej dwa – coś w tych słowach. Okazało się, że właśnie zmarł jej jedyny syn…