O szukaniu siły… 2


IMG_0580BLOG

Z jednej strony chciałabym wrócić tu, gdzie ostatnio skończyłam. W sumie to mój kawałek podłogi i mogę wszystko. Z drugiej jednak strony już nie jestem tamtą osobą. Paradoksalnie, ciągle jestem taka, jaka zawsze byłam. Uśmiechnięta, radosna, pełna pomysłów na siebie i życie. Dalej jestem tą optymistką, artystyczną duszą z głową w chmurach, która stworzyła to miejsce. Uwielbiająca przyrodę i fajnych ludzi. Ciągle doszukująca się dobra w drugim człowieku. A jednak mimo wszystko doświadczenie, które zdobyłam w ostatnich miesiącach sprawiło, że już nigdy nie będę taka sama. Wspomnienia, zapisane w pamięci, ale przede wszystkim w sercu pozostawiają ślad, którego nie jestem w stanie wymazać. I chyba nawet nie chcę. Choć doznanej krzywdy nie mam też zamiaru pielęgnować. Bo nie warto, po prostu…

“Jesteś najcudowniejszą mamą na świecie” – mówi Dzidziulka każdego dnia, a wtóruje jej młodszy brat. Określenie “piękna kobieta” z męskich ust słyszę częściej, niż w ciągu całego niemalże 15-letniego związku. Faceci przyglądają się z zachwytem, jakby zupełnie nie widzieli moich zmarszczek, podkrążonych oczu, piegów i niemiłosiernych odrostów, które pojawiają się tydzień po wizycie u fryzjera. A kobiety wołają zgodnie chórem: “Kwitniesz”. Rok albo dwa lata temu oblałabym się rumieńcem i szukała gdzie tu się schować. Dziś odpowiadam uśmiechem, bo… najzwyczajniej w świecie wszyscy mają rację. Ale poczucia swojej wartości nie uzależniam od tego, co mówią inni. Przestałam też uzależniać swoje szczęście od kogoś.

Ale zanim znalazłam się w tym miejscu… ah. Nie było łatwo. Wręcz przeciwnie, było cholernie trudno. A najtrudniej było zmierzyć się z samym sobą. Kilka pierwszych tygodni przepłakałam. Potem po prostu zmierzyłam się ze swoimi lękami. Wygrałam… siebie! Dziś mogę chyba nawet powiedzieć, że było warto. Bo nie chciałabym być już tamtą kobietą. Oglądam się dookoła. Masa ludzi cierpi. Ktoś właśnie wrócił z pogotowia z trzema szwami, a ktoś czuwa przy szpitalnym łóżku. Ktoś płacze pół nocy w poduszkę i próbuje posklejać roztrzaskane serce. Cierpienie to element naszego życia. Nieodzowny. I śmiem twierdzić, że potrzebny. Najważniejsze jest, by się nie poddać, by nie zwątpić w siebie. Nie dać się zamknąć w klatce ofiary. Nawet jeśli wydaje się, że przechodzimy przez piekło, trzeba choćby małymi krokami iść przed siebie… Nie liczyć na nikogo. Siły szukać w sobie. Ja znalazłam tę siłę i… wygrałam nowe życie. No dobra, nie do końca byłam taka sama w tej walce. Towarzyszyła mi Matka Boska i tabun dobrych ludzi…

I oczywiście te dwa promyki, które każdego dnia były moją siłą napędową. Które swym uśmiechem rozświetlały świat i ciągle uczyły cieszyć się z drobnostek. To dzięki nim każdego dnia miałam powód, by się uśmiechnąć. I choć problemy nie znikały, zdecydowanie łatwiej szło się przez życie z uśmiechem. Nawet w najgorszą burzę…

IMG_0582BLOG

IMG_0567BLOG

IMG_0579blog

IMG_0629BLOG


Dodaj komentarz

2 thoughts on “O szukaniu siły…