taka tam… kartka z pamiętnika 2


Było pięknie, choć nie do końca wiosennie.
Jednak szybko sobie przypomniałam, o ile łatwiej jest spędzać dzień, kiedy jest ciepło.
Jak cudnie jest we trójkę (khm… prawie czwórkę) jeszcze przed kolacją zaliczyć kolejny spacer danego dnia.
Dreptać po osiedlowym parku, tętniącym życiem. 
Ale… wróciła zima.
Całe szczęście na krótko.
 W dodatku tydzień ten minął nadzwyczaj szybko. Dni uciekały mi przez palce. Ledwie się obejrzałam, już był wieczór. Położyłam głowę do poduszki, a tu wstawać trzeba. Nie zrobiłam nawet połowy rzeczy, które sobie zaplanowałam na dany dzień, a znowu wieczór.
 Zmęczenie, które dokuczało w pierwszych tygodniach ciąży, powróciło. Mam wrażenie, że ze zdwojoną siłą. Nie ratuję się kawą, jak na początku, kiedy jeszcze nie znałam przyczyny mojego ciągłego niewyspania.
Dzidziulka zaś energii ma mnóstwo. Przeprowadzka do nowego, większego pokoju rozwinęła jej skrzydła. Dzidziulkowego szaleństwa nie ma końca. Do tej pory skakała “całym ciałkiem”, jednak nigdy nie odrywała paluszków od podłogi. Dziś potrafi już unieść się jakieś pięć centymetrów nad ziemią.
Dzidziuś w brzuszku też daje o sobie znać. Mocno. Często. Ostatnie usg było wręcz dla mnie nieprzyjemne. A to zaledwie 270 gram szczęścia. Prawdziwie kopniaki dopiero przed nami.
Raz pochwaliłam się na fb, jak to tydzień nie kłaniałam się kibelkowi, a potem spędziłam popołudnie w łazience. Wolałam więc milczeć. Jednak już chyba mogę powiedzieć to głośno – wymioty minęły. Efekty widać gołym okiem, bez stawania na wagę. Rozpoczynamy najprzyjemniejszy okres ciąży. Dolegliwości powoli odchodzą w zapomnienie, zaś dodatkowe kilogramy nie utrudniają wykonywania podstawowych czynności.
Staram się cieszyć tym stanem.
Jest o wiele łatwiej, kiedy za oknem świeci słońce…

 

kurtka, spódnica – no name
czapka – f&f
szalik – carrefour
ocieplacze – little rose & brothers
buty – zara baby

Dodaj komentarz

2 komentarzy do “taka tam… kartka z pamiętnika