biegnij Mama, biegnij… 6


Od pojawienia się Dzidziulki na świecie, mnóstwo czasu spędzałyśmy na spacerach. Nie było miejsca, którego byśmy nie zwiedziły, sprawy, której byśmy nie załatwiły, poruszając się wózkiem. Od kiedy jednak wyprawy z wózkiem okazały się zbyt niebezpieczne dla maleństwa, które mieszka pod moim sercem, nasz wózek poszedł w odstawkę. Używamy go tylko i wyłącznie, gdy z domu ruszamy z Tatą Dzidziulki. Od kilku ładnych miesięcy poruszamy się pieszo, zaś tam, gdzie Dzidziulkowe nóżki nie dadzą rady dojść, ruszamy autem. Nasze spacery nabrały zupełnie innego blasku. Pierwsze piesze spacery były bardzo fajne. Szłyśmy sobie z Dzidziulką powolutku i cały czas córcia trzymała mnie za rączkę. Zatrzymywałyśmy się oczywiście, by coś obejrzeć, skomentować. Początkowo Dzidziulka po czterdziestu minutach krążenia po osiedlu miała dosyć i chciała na mamine rączki. Lekarz zabronił mi nawet chodzenia, o noszeniu Dzidziulki musiałam zapomnieć, więc po pierwszej prośbie ruszałyśmy do domu. Była zima, sporo śniegu i temperatura całkiem niska, więc kilkunastominutowy spacer w zupełności wystarczał.
 Przez ostatnie trzy miesiące natomiast sporo się zmieniło. Namówienie Dzidziulki do jazdy wózkiem dzisiaj nie jest już takie łatwe. Szybko spodobało jej się zwiedzanie świata na własnych nogach. Co więcej, Dzidziulka ma mnóstwo energii, więc nie męczy się tak szybko, jak na początku. I oczywiście trzymanie Mamy za rączkę to rzadkość. Mnie zaś coraz trudniej biegać za nią z aparatem, a rosnący brzuszek powoli utrudnia schodzenie do poziomu Dzidziulki.
Nasz spacer zaczyna przypominać zajęcia aerobiku i to w grupie dla zaawansowanych.
Czasem wracam ledwo żywa, cała zgrzana i obiecuję sobie, że następnym razem wychodzimy tylko pod blok do piaskownicy.
 A potem zapominam i znowu ruszamy zwiedzać świat…

kurtka – baby gap (:*)
spodnie – 5-10-15
buty – ccc
czapka – h&m
szal – carrefour


Dodaj komentarz

6 komentarzy do “biegnij Mama, biegnij…

  • Agata Skaruz

    Nasze spacery wyglądają bardzo podobnie! I mimo, że brzuszka nie mam, to też jestem padnięta po kilku godzinach na dworze. Za to Marysia buntuje się przed wejściem do domu i tylko krzyczy "Niunia siam, Niunia tup tup!!!". Mam wrażenie, że z tej ciekawości świata mogłaby zamieszkać pod gołym niebem 🙂 Pozdrawiam!

    • dzidziulkowo

      Oj powroty nie są łatwe. Ostatnio u nas każde wejście do domu rozpoczyna głośny bunt Dzidziulki. Jej płaczliwość jednak tłumaczę sobie ząbkowaniem, bo chyba 'coś się kroi". Do tej pory tęskniące pluszaki, czekające na herbatkę były wystarczającym argumentem, by iść do domu. Dzisiaj rzeczywiście odnoszę wrażenie, że mogłaby zamieszkać pod gołym niebem 😉

  • Asia

    Mamy tak samo! Z tą jednak różnicą, że w ciąży nie jestem także znacznie mi łatwiej za Urwipołciem biegać 🙂 Uwielbiam u Emilki tą ciekawość świata, kiedy każdy kamyk musi być podniesiony, patyk obejrzany, ślimak dotknięty, zwłaszcza, że nigdzie nam się nie spieszy 🙂

  • Mamine Skarby

    Ciężko się oszczędzać przy takiej ciekawej świata istotce jak Dzidziulka. U nas było podobnie- z tą różnicą, że woziłam Laurę w wózku jak najdłużej się dało- a ostatecznie i tak wracała na nóżkach, bo ciekawość świata zwyciężała…
    Trzymaj się Kochana!!