przedszkolne rozkminy matki… i cozydots 4


Tego dnia wróciłam do domu z wielkim bananem na ustach. I wcale nie dlatego, że spotkałam się z fajnymi mamami, a nasze dziewczyny świetnie się bawiły. Dzidziulka szczęśliwa całą drogę powrotną snuła plany następnego spotkania, zaś po wejściu do domu nie mogła przestać opowiadać Tacie o popołudniu z koleżankami. Moje myśli natomiast pędziły w jednym kierunku – przedszkola, które lada chwila miało stać się naszą codziennością. Niby obawy zamknęłam gdzieś głęboko, nie wpuszczając nawet krzty światła w ten zakamarek, a mimo to właśnie tego popołudnia spadł z kamień z mego serca.

Zobaczyłam ją taką inną. Jakby nie moją małą dziewczynkę, którą trzeba chronić przed światem. Patrzyłam na bawiącą się Lulkę i przypomniałam sobie czasy, kiedy byłam małą dziewczynką. Te spotkania z przyjaciółkami, niekończące się rozmowy i nieustający śmiech. Od samego początku nie traktowałam Dzidziulki jak motyla, którego należy zamknąć w słoiku, by niebezpieczny świat nie zrobił krzywdy delikatnym skrzydełkom. Od początku pokazywałam jej świat, pozwalając jej robić co chce, ale będąc obok, by w razie czego ratować z opresji. Wychowałam mądrą i odważną dziewczynkę, której apetyt na życie wciąż rośnie, która dalej chce poznawać świat, tyle że nie ten blisko nas, który tak dobrze już zna. Każde nowe doświadczenie daje jej mnóstwo radości. Nadszedł więc czas na kolejny krok. I choć martwiłam się czy rzeczywiście jest na to gotowa, tego popołudnia dowiedziałam się, że decyzja o puszczeniu jej w świat przedszkolny będzie słusznym krokiem.
 
To, co wiedziałam od zawsze, ale za każdym razem, gdy wypływało na wierzch, próbowałam zakrywać, tego wieczoru zaświeciło przed moją twarzą niczym neon. Nosiłam ją pod sercem, wydałam na świat, byłam tuż obok przy każdym najważniejszym milowym kroku w jej życiu, a teraz najlepsze co mogę zrobić to… puścić ją wolno. Prawda jest taka, że dzieci nie są naszą własnością. I im szybciej pogodzimy się z myślą, że naszym celem jest przygotowanie do pójścia w świat tym lepiej. Możemy trzymać dziecko pod przysłowiowym kloszem, jednak prędzej czy później przyjdzie i zmierzyć się ze społeczeństwem. Nie jesteśmy sami na świecie i to życie wśród ludzi wbrew pozorom jest najtrudniejszą lekcją. Kiedy tak patrzyłam na Lulkę, pośród koleżanek, właśnie tego popołudnia uświadomiłam sobie, że przecież ona wśród rówieśników czuje się najlepiej. Rodzice, choćby byli najlepszymi kompanami do zabawy, oddaleni zostaną na dalszy plan, kiedy na horyzoncie pojawi się… dziecko. Bo któż lepiej zrozumie świat zabaw niż ktoś, kto na świat patrzy z tej samej perspektywy?
 
Na zdjęciach widzicie cudności od dziewczyn z cozydots. Pamiętacie wpis, o sposobach na dobry sen dziecka? Jeśli nie, to KLIK. Warto zadbać, by również w przedszkolu dzieciom dobrze się wypoczywało. Dziewczyny z cozydots wymyśliły fajną rzecz – przedszkolne śpiworki. Nie trzeba się martwić zagubioną poduszką czy spadającą kołdrą. Tu mamy wszystko w jednym kawałku! Jak widzicie na załączonych obrazkach dziewczynki są zachwycone. Każdy śpiworek ma dodatkowo worek, w którym możemy go przechowywać, ale nasze laleczki wymyśliły dla niego inne, całkiem wesołe zastosowanie. Śmiechu nie było końca, a radość dziecka to chyba najlepszy dowód na to, że warto. Taka wersja pościeli na pewno sprawi, że dziecko w przedszkolu będzie lepiej wypoczywało. Ponadto to świetne rozwiązanie również w domu, zwłaszcza dla dzieci przyzwyczajonych do spania w śpiworkach niemowlęcych. Oczywiście cozydots to dużo więcej niż przedszkolne śpiworki. Tak naprawdę Kasia i Karolina uszyją wszystko, co sobie wymyślicie. Marzy Wam się metamorfoza wnętrza, to śmiało klikajcie tutaj. Warto polubić ich fanpage KLIK i być na bieżąco, bo jest na co popatrzeć.
Jeśli lubicie do nas zaglądać i chcecie dać nam KOPA motywacyjnego, to jest pewien sposób. Ot taka mała prośba, która wiele dla nas znaczy. Nasz blog bierze udział w konkursie na najlepszy blog parentingowy, organizowanym na stronie Położna na medal (klik) można głosować codziennie, aż do grudnia. Za każdy klik będę skakać pod sufit.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do “przedszkolne rozkminy matki… i cozydots

  • Zwykła Matka

    Genialne te podusie!!!!!!! Bolesne w penwym stopniu dla mamy są te chwile, gdy dociera do nas , że nasze bobasy już wcale nimi nie są, że radość z przebywania z koleżankami jest ogromna tak bardzo, że wolą z nimi sie bawić niż być z nami! Masz rację, nie wychowujemy ich dla siebie, ALE to my jesteśmy i będziemy ich przystanią juz na zawsze – zawsze do nas wrócą 🙂

  • Mama

    Bardzo dobre podejście, dzieciątko musi w końcu wyfrunąć z gniazdka… 🙂 Ja właśnie stoję przed dylematem, czy posłać synka do żłobka (na przedszkole jest jeszcze za mały, ma 1,5 roku), bo chciałabym pójść do pracy, ale jakoś tak brak mi wewnętrznej siły, by podjąć decyzję…
    Zdjęcia dziewczynek są piękne, miło się patrzy na takie radosne dzieciaki pochłonięte zabawą 🙂
    Pozdrawiam ! 🙂