duma i wiewiórka… 4


Wchodzę do kuchni i chcąc nie chcąc widzę lodówkę. I za każdym razem kiedy ją widzę moja buzia śmieje się od ucha do ucha. I za każdym razem z bananem na ustach mam ochotę wziąć do ręki telefon i zrobić zdjęcie. To tylko głupia wiewiórka z ogonem z liści, naklejona na kolorową kartkę papieru, a ja mam ochotę pokazać ją wszystkim, jakby to był najcenniejszy obraz świata. W sumie jest – dla mnie. Bo to pierwsza wykonana przez Dzidziulkę praca. Choć pomagałam jej mazać klejem, bo jak się okazało brudną robotę Dzidziulka wolała zostawić mamie. O tym momencie marzyłam na długo przed zostaniem mamą. W mojej głowie ten jedyny, wymarzony obraz szczęśliwej rodziny swoją akcję rozgrywał w kuchni właśnie. Dużej kuchni, która była sercem domu, w której spędzało się najwięcej czasu, która zawsze kusiła swoimi aromatami. Kuchnia, w której rano rodzina zasiadała do wspólnego śniadania, mimo, że był właśnie środek tygodnia. Kuchnia, w której popołudniu rodzina spotykała się ponownie, przy obiedzie, opowiadając sobie o tym, co dobrego spotkało ją tego dnia i która wieczorne kakao w piżamach dopija przy dużym stole w kuchni. Kuchni, w której znajdowała się duża lodówka side by side a na niej pełno dziecięcych prac i rysunków. Portretów rodzinnych, na których miałam za długą szyję, za krótkie nogi, albo za pomarańczowe włosy, bo tak się akurat narysowało. I choć kuchnię mam małą i nawet nie ma w niej stołu, a lodówka tradycyjna, właśnie najważniejsza część tego marzenia się spełniła. Na lodówce wisi bowiem pierwsza praca, podpisana imieniem mojego dziecka i cholernie pękam z dumy. Dumy, którą wydawałoby się odczuwałam tyle razy, a w tym momencie wydaje mi się, jakbym dopiero teraz doświadczyła tego uczucia tak naprawdę. I powstrzymuję się ze wszystkich sił, by nie zrobić tego zdjęcia i nie ukazać światu na którymś serwisie społecznościowym. Do tej pory, widoki takich zdjęć budziły zdziwienie. Po co zabazgraną kartkę z imieniem dziecka pokazywać światu. Powieś sobie na lodówkę – myślałam wtedy. Teraz jednak rozumiem to uczucie. Poczułam ową dumę i sama mam ochotę nieco wkurzyć niedzieciatych znajomych, spamując ich tablice na facebooku. Ta głupia karta papieru z naklejoną wiewiórką i kilkoma liśćmi z parku jest czymś więcej niż się na pierwszy rzut oka wydaje. To pierwsza praca Dzidziulki, którą nawet ona sama z dumą przyniosła do domu, by pokazać Tacie. I z uśmiechem opowiada, jak to ona robiła, w ‘bibotece u Pani’, a w jej oczach widać wielką radość. Więc jestem dumna, cholernie dumna i kurczę idę zrobić to zdjęcie!

body – cherokee/ opaska – mamine inspiracje

Dodaj komentarz

4 thoughts on “duma i wiewiórka…