when the dreams come true… 10


Wygrzebałam z dysku stare zdjęcia, oglądam i oglądam… Czuję, że serce zaczyna mi szybciej bić. Głowę zalewa fala wspomnień. Wracam pamięcią tyle lat wstecz, pamiętam dokładnie co wtedy czułam, myślałam, choć dziś jestem zupełnie innym człowiekiem. Potrzebowałam czasu, by zakochać się w tym mieście. Tak już jest z Nowym Jorkiem, że potrafi przytłoczyć swym ogromem, ale kiedy rozkocha Cię w sobie, przepadasz na zawsze. Po raz pierwszy trafiłam tam w bardzo kiepskim momencie mojego życia. Spełniłam wówczas marzenie osoby, która nie zdążyła postawić swej nogi na amerykańskiej ziemii. Widoki zapierały dech w piersiach, ale wizja bycia częścią tego świata przerażała. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś będę przyjeżdżać do Nowego Jorku na zakupy… Jedziemy… Lecimy, poprawiła by mnie w tym momencie Dzidziulka, ale na szczęście już smacznie śpi w swoim pokoju. Chcę się także ‘wyżyć’ artystycznie. Fotograficzna pasja rozwinęła się we mnie tak mocno, że nawet nie śmiałam marzyć, by znaleźć się w tym punkcie. Nie wiedząc kiedy, stała się moim życiem. Cząstką mnie, bez której nie potrafię funkcjonować. Mam dla Was niespodziankę… Zabiorę Was ze sobą. Do walizki co prawda Was nie zmieszczę, ale zapraszam Was tutaj, na bloga. Planuję zasypywać Was mnóstwem postów, byście razem z nami poczuli klimat Nowego Jorku. Jesteście gotowi na wycieczkę?
*wszystkie zdjęcia z tego wpisu pochodzą z naszego rodzinnego archiwum

Dodaj komentarz

10 thoughts on “when the dreams come true…