Święta z książką? Czemu nie! “Pierwszy telefon z nieba” Mitch Albom 3


Ciężkie drzwi klatki schodowej zamknęły się z hukiem, a ja ‘walczę’ z kapturem, próbując go naciągnąć, mimo zajętych rąk. Słabo mi to wychodzi, oczywiście. Stoję chwilę na deszczu i dochodzę do wniosku, że pośpiech nie jest dobrym doradcą. Wracam się pod klatkę, na spokojnie zatrzymuję się, stawiam wszystkie torby, zakładam kaptur i próbuje się jakoś po ludzku zabrać, bo już wiem, że z szybkiego pobiegnięcia do auta nici. Przerzucam wszystkie możliwe torebki przez ramię, wielką torbę z ikei zarzucam na plecy i szybkim krokiem pędzę oddać Dzidziulkowe książki do biblioteki, w głowie układając plan na popołudniową sesję z klientem.

Pokonuję już drugie drzwi, z głową pochyloną do dołu, sprawdzając czy w deszczu nie ucierpiała delikatna zawartość największej torby. I kiedy unoszę wzrok przed samym nosem zaświeciła mi książka, jak neonowa żarówka. Zaraz święta, koniec roku, masa projektów do zamknięcia, cała chałupa do sprzątania, gotowania tyle, no przecież nie będę miała nawet kiedy jej dotknąć, przekonywałam samą siebie, ale za późno, bo ręka mimo ciężkiej torby, zarzuconej na ramię, sięgnęła po tę książkę, a chwilę później stałam już w kolejce, by ją wypożyczyć.

IMG_2537blog

Nie ocenia się książki po okładce, ale mi wystarczył nawet sam tytuł “Pierwszy telefon z nieba”. Zakładka z wielkim napisem Gwarancja dobrze spędzonego czasu, albo zwrot pieniędzy, przysłoniła mi opis, widziałam tylko urwane zdania: “Często miłość nadal łączy ludzi, mimo że życie ich rozdziela… Kochamy wciąż za mało i stale za późno, smucimy się, że nie można cofnąć czasu. A gdyby tak… niemożliwe stało się możliwe?”

Książka zaciekawiła mnie tak bardzo, że zamiast przedświątecznych porządków, w czasie drzemki maluchów czytałam… Czytałam do późnej nocy, podczas gdy większość społeczeństwa spędzała wieczór w kuchni… Tak zorganizowałam sobie przedwigilijny czas, by w świąteczny poranek doczytać elektryzującą końcówkę, która najpierw daje wyczekiwaną od początku odpowiedź, tylko po to, by postawić jeszcze więcej pytań…

“Pierwszy telefon z nieba” to książka o pragnieniu bliskości, tęsknocie za ukochaną osobą i o sile nadziei. Idealnie zatem wpasowała się w magiczny klimat Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to człowiek otwiera się bardziej na wiarę, doszukując się cudu w swoim życiu. Jeśli pamiętasz ten wpis, to już wiesz, czemu tytuł mnie przyciągnął. Boże Narodzenie to wyjątkowy czas. Wtedy jednak najbardziej skrywana tęsknota wychodzi na powierzchnię, albowiem pustego miejsca przy stole, trudno nie zauważyć. Przez cały rok możesz udawać, jak świetnie sobie radzisz, jednak w wigilijny wieczór nie sposób odciągnąć myśli o tych najbliższych, którzy już opłatkiem się nie podzielą nigdy. A gdyby tak po prostu do nich zadzwonić? Brzmi nierealnie? Ponad dwa wieki temu, nie wyobrażano sobie, by słyszeć głos kogoś, kogo się nie widzi. Dziś telefon to obowiązkowy wręcz gadżet w każdym domu, który pozwala pokonać barierę odległości, stając się łącznikiem ze światem. A gdyby tak, pewnego dnia połączył nas z niebem, pokonując największą barierę – śmierć?

Ośmioro mieszkańców (w różnym wieku, z różnych środowisk) z małego amerykańskiego miasteczka Coldwater pewnego dnia odbiera telefon. Niezwyczajny telefon, albowiem po drugiej stronie słuchawki, czekają ich najbliżsi, którzy odeszli już z tego świata. Regularnie dzwonią, opowiadają o niebie, wszechogarniającej ich miłości, dając swojemu rozmówcy, ale i całemu światu nadzieję na życie po życiu. Jednak nie każdy jest w stanie uwierzyć w ten cud… Zastanawiasz się właśnie, co Ty byś zrobił?

Prawie czterysta stron maszynopisu sprawiło, że całe święta w mojej głowie przed snem migały przeplecione wspomnienia rodzinnych chwil z życiem bohaterów miasteczka Coldwater w stanie Michigan. Poznałam ich historie, polubiłam rodziny, które tak jak my przeżyły tragedię, która chcąc nie chcąc piętnuje dalsze życie. Czytałam z zapartym tchem, co ja plotę, prawie wstrzymując oddech, co raz pozwalając jednak swojej wyobraźni oderwać się, wpadając w wir pytań “a co by było gdyby?”

Czytałam tak naprawdę z kartką i długopisem pod ręką, by zatrzymać fajne cytaty na dłużej:

” Życie to nie gra planszowa, a strata ukochanej osoby, tak naprawdę nigdy nie jest ‘nowym początkiem’. Raczej ‘kontynuacją bez niej’.”

” Wiara jest lepsza niż przekonanie, bo przekonanie ma miejsce wtedy, gdy ktoś myśli za nas.”

“To strach sprawia, że traci się życie… Po troszku. To, co dajemy strachowi, zabieramy wierze…”

“Czasem miłość łączy ludzi, mimo, że życie je rozdziela.”

“Czas jest cichym złodziejem, wabi ludzi i oddala ich od siebie.”

“Złe wieści nie mają ograniczeń. Często wydaje nam się, że powinny być jak burza, która już naprawdę nie może być gwałtowniejsza. Ale burza zawsze może przybrać na sile, a z brzemieniem, jakiego nakłada na nas życie, jest podobnie.”

 “Pragnienia ustalają nasz kompas, ale to prawdziwe życie wytacza kurs.”

“Kiedy miłość w małżeństwie usycha, dzieci stają się zaprawą, spajającą cegły. Kiedy dzieci odchodzą, cegły po prostu leżą jedna na drugiej.”

“Jeśli znajdziesz w życiu jednego prawdziwego przyjaciela, jesteś bogatsza niż większości ludzi. Jeżeli ten prawdziwy przyjaciel jest twoim mężem, to spotkało cię błogosławieństwo. A jeżeli tym jedynym prawdziwym jest twoja siostra, niech ci nie będzie przykro. Ona przynajmniej nie może się z tobą rozwieść.”

Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza konsekwencja autora, który widać od początku miał pomysł na przekazanie historii oraz rewelacyjnie wplecione fakty dotyczące wynalezienia telefonu, ale i ciekawostek z życia Alexnadra Grahama Bella. Przyznać muszę, że początkowo książka trochę mnie denerwowała, potrzebowałam czasu na przyzwyczajenie się do często zmieniających się wątków, bowiem akcja toczyła się w ośmiu różnych miejscach, ale kiedy poznałam bliżej każdego bohatera, powiązałam ich z historiami, przestałam mylić ich imiona, skakanie pomiędzy wątkami nie sprawiało najmniejszej trudności, co więcej okazało się, że z pozoru obcy dla siebie ludzie, są połączeni w sposób, o jakim nawet nie pomyśleli. Autor pokazuje jak jedno wydarzenie może zmienić życie nie tylko nasze, ale i innych ludzi. Jak jedna decyzja wpływa na świat, którego jesteśmy częścią. Prosty język sprawia, że książę czyta się lekko i przyjemnie, jednocześnie autor wciąż trzyma czytelnika w napięciu, buduje atmosferę, z każdą stroną coraz ciężej się od książki oderwać i nawet nie wiedząc kiedy fabuła nabiera kryminalnego charakteru… Książka chwyta za serce, skłania do refleksji, pozwala zatrzymać się w codziennej gonitwie, by przypomnieć sobie, co jest naprawdę ważne.

“Pierwszy telefon z nieba” to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Dziś już wiem, że nie ostatnie… 

IMG_2536-2blog


Dodaj komentarz

3 thoughts on “Święta z książką? Czemu nie! “Pierwszy telefon z nieba” Mitch Albom