Czas spać!


Zasypianie…

 Niby normalne i oczywiste, bo spać trzeba. A jednocześnie tyle budzi wątpliwości. 

Jak nauczyć dziecko zasypiania? 
Ba! Do tego jeszcze samodzielnego zasypiania, a nie usypiania po godzinnym noszeniu, bujaniu czy innych udziwnień na rękach padniętych rodziców. 
O tym, jak ważny jest nawyk zasypiania mnie nie trzeba było przekonywać.
 Zanim Dzidziulka przyszła na świat uważałam, że Dziecko powinno spać u siebie. Nasłuchałam się historii o zasypianiu milion. I muszę się przyznać, że trochę się bałam, jak to u nas będzie wyglądać.
Całe szczęście nasza Dzidziulka zasypia sama, w swoim łóżeczku, odkąd skończyła jakieś pięć tygodni.
Na początku bywało różnie. Najczęściej zasypiała przy Maminym cycusiu, więc tylko odkładałam ją śpiącą do łóżeczka.
Ameryki nie odkryję, gdy napiszę, że kluczowe w nawyku zasypiania są rytuały.
Powtarzanie czynności daje dzieciątku poczucie bezpieczeństwa. Wie bowiem, co wydarzy się za chwilę.
W szkole rodzenia, rodzina, znajomi powtarzali, że przecież nie musimy Dzidziulki kąpać codziennie. Maleńka jest, więc się nie brudzi, tłumaczyli 😉
Ale tu chodziło o powtarzanie tych samych czynności…
Dlatego też codziennie o tej samej porze (ewentualnie +/- 20minut) zaczynaliśmy nasze rytuały.
Kąpiel, karmienie i spanie.
Kąpiel, karmienie i spanie.
Kąpiel, karmienie i spanie.
Dzidziulka szybko załapała o co chodzi. I gdy tylko zbliżała się godzina Zero, dopominała się kąpieli. Natomiast po karmieniu, odkładałam Dzidziulkę do łóżeczka, odchodziłam nieco dalej, by nie stać jej nad głową, a ta mrugnęła kilka razy powiekami i zasypiała.
Około 35 minut wieczornych rytuałów i dzieciątka nie było. 
Bardzo ważna, moim zdaniem, jest ponadto spokojna atmosfera panująca wokół tych rytuałów. Ułatwia bowiem szybkie zaśnięcie oraz spokojny sen maluszka.
Rodzice, a już na pewno Mamy, wiedzą doskonale, jak ciężko jest na początku, gdy dzień zlewa się z nocą. Gdy sen jest lekarstwem, wydawanym na receptę. Zresztą jaki sen? Raczej nocne czuwanie (czytaj: leżenie z zamkniętymi powiekami, ewentualnie leżenie z zamkniętymi powiekami i nasłuchiwanie), bo nawet nie ma mowy o snach…
I pamiętać wtedy, by w środku nocy odkładać noworodka do łóżeczka.
Ja przez pierwsze dwa, trzy tygodnie nie spałam prawie wcale i sen nie był mi potrzebny. Czułam się dobrze, wystarczyło trochę poleżeć, czekając na znak z łóżeczka. Zmęczenie przyszło po jakiś 3 tygodniach.
Kilka razy zdarzyło się wtedy, że ledwo na oczy patrząca brałam Dzidziulkę do małżeńskiego łoża i spała razem z nami, co raz tylko karmiąc dzieciątko, czasami nawet bez otwierania oczu.
Szybko jednak z Tatusiem Dzidziulki doszliśmy do wniosku, że nie tak miało to wyglądać.
Wstawałam więc w nocy, siadałam, a gdy Dzidziulka się najadła odkładałam do swojego łóżeczka. Wtedy nie było łatwo, ale teraz cieszę się, że nie poszłam na łatwiznę.
I powiedzieć muszę, że Dzidziulka uwielbia swoje łóżeczko. Nigdy nie płacze po przebudzeniu. Bo przecież jest tam, gdzie zasypiała… Najpierw potrafiła po przebudzeniu leżeć z godzinę, gaworząc do ‘zwierzaków cudaków’ zawieszonych nad łóżeczkiem. Gdy skończyła 6 miesięcy ten czas zaczął się skracać. W tej chwili, bawi się ładnie około 30 minut, a następnie zaczyna nawoływanie Mamusi. Podejrzewam, że to głodny brzuszek daje się we znaki, a czasem pełna pieluszka.
Nasz nawyk zasypiania został zachwiany, gdy pojawiały się pierwsze ząbki. Dzidziulka potrzebowała wtedy Matczynego ciepła, a ja nie zamierzałam jej go odbierać. Przytulałam ją wtedy mocno do siebie, lekko kołysząc, by uśmierzyć ból. Gdy ząbek się przebił, powracałyśmy powoli do naszych nawyków. Najpierw po karmieniu, trzymałam chwilę Dzidziulkę, przytulając, głaskając, a następnie kładłam do łóżeczka. Ta zaś otwierając jedno oko zerkała, że jest u siebie, kładła się na boczek i zasypiała.
I wcale nie ubolewamy nad tym, że Dzidziulka nie śpi z nami. Gdy przychodzi weekend, bierzemy ją rano, gdy się obudzi, do rodzicielskiego łoża. Przytulamy, całujemy, głaszczemy, masujemy… Są to cudowne chwile, pełne Dzidziulkowego radosnego śmiechu. 
Nasz nawyk zasypiania u Dzidziulki wypracowaliśmy instynktownie. Pewnego razu zgadałam się z koleżanką, która akurat miała problem ze swoją półtoraroczną wówczas córką i stosowała metodę uczenia dziecka nawyku zasypiania, opisaną w książce “Uśnij wreszcie”.
Zasypała mnie pytaniami o dwumiesięczną jeszcze Dzidziulkę i jej nawyk zasypiania. 
Okazało się, że kilka ‘trików’ z tej książki stosujemy, jak już wspomniałam, instynktownie. 
Gdy Dzidziulka śpi, ma przy sobie pieluszkę tetrową. Mamy kilka zabawek typu głowa misia z kocykiem do przytulania, jednak stwierdziliśmy, że jest to bardzo niebezpieczne przyzwyczajenie. Bo gdy gdzieś wyjedziemy i zapomnimy pieluchy tetrowej (co też jest mało prawdopodobne, bo gdziekolwiek ruszając się z niemowlakiem, ma się ze trzy), łatwo jest kupić nową. Z ulubioną zabawką mogłoby być już trudniej. 
Po drugie, nie zrywałam się do Dzidziulki od razu, gdy zapłakała. Czekałam chwilkę, czy to tylko przez sen, czy rzeczywiście potrzebuje mojej pomocy. Gdy spała w naszej sypialni było to proste. Jednak, gdy Dzidziulka skończyła 4,5 miesiąca przeprowadziła się wraz z łóżeczkiem do swojego pokoju. Wtedy zrywałam się na każde pisknięcie, by jak najszybciej znaleźć się blisko niej. Często bywało tak, że tylko daremnie chodziłam. Zaglądałam do niej, upewniałam się, że jest wszystko w porządku i wracałam do łóżka.  Po kilku tygodniach nauczyłam się rozpoznawać jej zakodowane wiadomości. 
Książkę “Uśnij wreszcie” przeczytałam z czystej ciekawości. Są w niej pewne wskazówki, które u nas akurat się sprawdzają… Autor (dr Eduard Estivill) opisuje w niej także masę błędów popełnianych przez rodziców i przede wszystkim dlatego poleciłabym tę książkę. 
Po co uczyć się na własnych błędach, jak można na cudzych :p

body – carter’s
spodnie – h&m
buty – marks&spencer

Dodaj komentarz