sesja brzuszkowa backstage 10


Będąc w ciąży z Dzidziulką robiłam zdjęcia prawie co tydzień. Nie czułam się atrakcyjna, więc nie odważyłam się na profesjonalną sesję.
W ostatnim momencie, bo właśnie w dniu terminu porodu załapałam się na kilka ujęć u fotografa, który akurat przyszedł się zareklamować do szkoły rodzenia. Już po dwóch tygodniach od porodu patrzyłam na moje ciążowe fotki z łezką w oku. Obiecałam sobie wówczas, że następnym razem będę cieszyć się każdym dodatkowym kilogramem. Niestety kiedy hormony buzują ciężko jest tym brzuszkiem się cieszyć tak, jakby się chciało. Tym razem jednak schowałam swoje obawy i kompleksy głęboko w kieszeń i zdecydowałam się na profesjonalną sesję brzuszkową. Tym bardziej, że choć aparat w użyciu praktycznie codziennie, przed obiektywem stanęłam zaledwie dwa może trzy razy. Praktycznie nie mam zdjęć, do których mogłabym wrócić z łezką w oku po porodzie.
Nie miałam dylematu do kogo zadzwonić. Marta, której zdjęcia widzieliście już na blogu (TU i TU) jest naprawdę bardzo dobra w tym co robi. Ona po prostu ma talent. Potrafi uchwycić to, co nieuchwytne i na jej zdjęciach widać magię.
Efekty tej sesji pokażę na pewno, tymczasem wrzucam kilka naszych (zrobionych przez Tatę Dzidziulki), byście zerknęli na backstage i z niecierpliwością wyczekiwali (z nami zresztą) maila od Fotomii.
EDIT: 
Mam zapowiedź sesji od Fotomii. Mimo wahań – wrzucam.
Zdjęcie z Dzidziulką jest jednym z ostatnich ujęć sesji. Szczerze powiedziawszy nie wiem, ile czasu będzie wisiało na blogu, może już jutro je wyrzucę, ale pokazuję… i idę się schować. 


Dodaj komentarz

10 komentarzy do “sesja brzuszkowa backstage