oby do lata… 8


Tęsknota za letnią beztroską przyszła już dawno. Zazwyczaj dopada mnie dopiero w lutym, kiedy nacieszymy się śniegiem i zaczyna on stawać się uciążliwą brudną breją, bardziej przypominającą błoto, niż biały puch, z którego lepimy bałwana. Tym razem jednak o lecie zaczęłam marzyć już w listopadzie. Święta oczywiście skutecznie od tej tęsknoty mnie odciągnęły, ale kiedy rozebraliśmy choinkę, powróciła ze zdwojoną siłą. Siedzę więc i odkurzam wspomnienia. Wygrzebuję na dyskach letnie przygody i cieszę oko kadrami, które pozostały po tych wojażach. Zdjęcia z tego postu do taki mały backstage z letniego spotkania z pewnym rodzeństwem. Jeszcze wówczas z wielkim brzucholem, w dziewiątym miesiącu ciąży, dałam radę w upale biegać z aparatem za dwójką dzieciaczków. Teraz sama sobie się dziwię, jak ja to zrobiłam.
Dzidziulka po raz pierwszy chyba nie była w centrum zainteresowania. Najpierw stała nieco zaskoczona, zdziwiona, że Mama nie biegnie za nią i nie celuje aparatem, kiedy ta podskakuje wyżej niż zawsze. Kiedy zorientowała się, że żadne wyczyny nie są w stanie skupić uwagi i obiektywu aparatu na niej, upomniała się o zdjęcie, a później już dzielnie pomagała nosić akcesoria… 
A Wy tęsknicie za latem? 

tunika, getry, kapelusz – h&m/ buty – cherokee

Dodaj komentarz

8 komentarzy do “oby do lata…