bo liczy się pasja 12


Od jakiegoś czasu zasypujecie mnie komplementami dotyczącymi zdjęć, które umieszczane są na naszym blogu. Dziękuję za każde słowo. Fakt, że zauważacie różnicę, unosi mnie pod sufit. Zwłaszcza, że pojawienie się Dzidziusia na świecie mocno ograniczyło mój czas, który mogę poświęcić na fotografię. Zastanawiacie się jak powstają nasze zdjęcia. Otóż na spacerze, w pośpiechu, piętnaście minut intensywnego biegania, wstawania, kucania. W domu zaś nie ma czasu na zabawy w programach graficznych, w grę wobec tego wchodzi ewentualnie szybka korekta ekspozycji, jeśli ujęcie jest naprawdę fajne i szkoda je wyrzucić. Pytacie się często o sprzęt. Szczerze powiedziawszy to nic nadzwyczajnego – canon 600d. Bo przy fotografowaniu nie ważny jest sprzęt, a oko osoby, która go używa. Może trochę zawiewa narcyzmem, ale zupełnie nie taki był zamiar tego zdania. Sama słyszałam je milion razy. A po Waszych uhach i achach mogę potwierdzić, że jest prawdziwe. Dawno, dawno temu, jeszcze zanim stałam się posiadaczką lustrzanki, zostawiłam tryb auto. Zupełnie, jakby w moim aparacie czegoś takiego nie było. Trzeba bawić się ustawieniami. Trzeba uczyć się na własnych błędach. Próbować klikać, przestawiać, cykać i patrzeć co się właśnie wydarzyło. Kiedy zaś poznacie swój aparat i tryb manualny, skojarzycie, co do czego służy, praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Ktoś mądry powiedział, że właśnie praktyka czyni mistrza. Można by się uczyć, które pokrętło jak się nazywa, za co odpowiada, ale nauka teorii nie jest tak przyjemna, jak praktyka, a ponadto łatwiej i szybciej zapamiętacie widząc fizycznie co się dzieje, niż wyobrażając to sobie, podczas wkuwania teorii.  Nie studiuję grubych książek o poprawnym fotografowaniu. Nie tylko dlatego, że brakuje mi na to czasu. Nie interesują mnie zasady kadrowania czy kompozycji. Idę na żywioł. Bo nie kręci mnie fotografia poprawna. Dążę do tego, by moje zdjęcia miały duszę. By chwytały za serca, powalały na kolana. Dlatego ufam sobie i mojemu spojrzeniu na świat. I bawię się, po prostu. Choć bieganie z aparatem za dwulatkiem może nie jest lekkim zadaniem, sprawia mnóstwo frajdy. I wydaje mi się, że to o to właśnie w tym chodzi… 

 body – cherokee/ kamizelka, szalik, spinka – no name/ spodenki, rajstopy – reserved/ buty – bartek

Dodaj komentarz

12 thoughts on “bo liczy się pasja