zmiana czasu… nie, dziękuję! 2


O ile zmiana czasu z letniego na zimowy nie budziła wielkiej euforii, z letniego na zimowy zawsze wywoływała uśmiech. Bo kto by się nie cieszył z dłuższego wylegiwania się rano w łóżku? Już teraz wiem… rodzice. Zwłaszcza tych malusich bobasków. Bo cóż to za zmiana? Odebrana godzina snu… Kto to słyszał wstawać o 5! Współczuję rodzicom, którym pociechy tańcują już od 4 rano! A może raczej od 4 w nocy! 
Ale jak wytłumaczyć dziecku, żeby spało godzinkę dłużej? Jeśli ktoś wie, chętnie posłucham. 
Nie wiem jak inne Mamy, ale ja uważam, że dla dziecka najważniejsze są pory. Pory na wszystko: jedzenie, spanie, zabawę itd…
Od urodzenia Dzidziulki stawaliśmy na uszach, by ustawić jej rytm dnia. Moim zdaniem dobrze ustalone pory spania, jedzenia to cały sekret szczęśliwego rodzicielstwa. Nie ma nic gorszego od sfrustrowanej matki, która spogląda co godzinę na zegarek i duma, czy może by dziecko poszło spać.  I biegnie z butlą mleka (bądź cycuchem) na każde pisknięcie, bo skoro płacze to pewnie głodne… Długo się nie da tak żyć, zaś zmęczona, sfrustrowana matka to i dziecko zmęczone, sfrustrowane.
W ubiegłym roku ciężko znieśliśmy zmianę czasu z letniego na zimowy. Dzidziulka chodziła spać około godziny dziewiętnastej, więc gdy czas cofnęli godzinkę do tyłu, o godzinie osiemnastej nie miałam już dziecka. I za żadne skarby nie dało się jej przestawić! Gdy przedłużyliśmy jej dzień o choćby 15 minut, mijała pora na sen, Dzidziulka stawała się marudna, potem długo nie mogła zasnąć, a w nocy budziła się częściej. My wobec tego po kilku nieprzespanych nocach, przestaliśmy próbować i zaakceptowaliśmy wolę kilkumiesięcznej wówczas Dzidziulki. I całą zimę chodziła nam spać kilka minut po godzinie osiemnastej, zaś budziła się około godziny szóstej rano na mleczko i dosypiała do około godziny dziewiątej. W dzień zaś dwie drzemki, po godzinie każda. Mi ten rytm dnia nawet pasował. Zwłaszcza, że od 18 do 22 miałam cztery godziny, więc starczało w zupełności czasu na porządki, prasowanie, ale i na relaks. Ubolewaliśmy tylko z jednego powodu. A mianowicie ciężko się było wybrać w gości. Trzeba było bowiem wracać przed osiemnastą, bo dziecko chce spać. Na to też znalazł się sposób, po prostu goście przychodzili częściej do nas… 
Wreszcie przyszło lato, kolejna zmiana czasu, no i Dzidziulka już nie taki bobasek. Straciłam wówczas godzinkę z wieczoru dla siebie. W między czasie Dzidziulka skróciła sobie poranne spanie, zrezygnowała z drugiej drzemki… Choć wciąż chodziła spać o dziewiętnastej, wstawała o szóstej, zaś w ciągu dnia jedna drzemka godzinna jej wystarczała. Nie wiem jakim cudem udało mi się przesunąć tę drzemkę, a to natomiast sprawiło, że Dzidziulka śpi dwie godziny, a czasami jak ją poniesie to i trzy, a nawet trzy i pół. Jak cenny jest ten czas wiedzą tylko i wyłącznie matki! BTW początkowo każdą minutę snu dzieciątka w ciągu dnia wykorzystywałam na wykonywanie domowych obowiązków. Po jakimś czasie doszłam jednak do wniosku, że ta godzina powinna być tylko i wyłącznie dla mnie, na wypicie kawy bez pośpiechu, przejrzenie wiadomości, złapanie oddechu, czy obejrzenie zaległego serialu. Teraz, kiedy drzemka stała się dłuższa, czasu wystarcza i na sprzątanie i na relaks.
Aktualną zmianę czasu z letniego na zimowy przeżywaliśmy jak tylko zaczęła się jesień.
Wiedzieliśmy, że się zbliża, a nie chcieliśmy, by Dzidziulka chodziła spać o osiemnastej. Baliśmy się przede wszystkim wstawania o piątej rano, bo aktualnie wstaje o szóstej, wraz z budzikiem Taty. Zaczęliśmy wobec tego wydłużać jej dzień o 15 minut. Po kilkunastu dniach Dzidziulka śmiało wytrzymywała z kąpielą do dziewiętnastej trzydzieści, zaś około godziny dwudziestej szła spać. Jednak mimo, że na nogach była jakby godzinkę dłużej, jej poranne wstawanie się nie zmieniło.
Wstrzymywałam się chwilę z tym postem, by (pfu pfu) nie zapeszyć, jednak wydaje się nasz plan zadziałał.
O godzinie siódmej Dzidziulka smacznie śpi w swoim łóżeczku. Wstaje zaś trochę przed szóstą. Nie dopracowaną mamy wciąż drzemkę w ciągu dnia… ale mam nadzieję kilka dni i będzie ok.
A jak u Was wygląda zmiana czasu? Lepiej? Gorzej? Przygotowywaliście się wcześniej?
Jeśli macie jakieś dobre rady, podzielcie się w komentarzu!

 

bluza – gymboree
 sukienka – h&m
getry – 5-10-15
apaszka – mały artysta
buty – stride rite
opaska – pepco


Dodaj komentarz

2 komentarzy do “zmiana czasu… nie, dziękuję!

  • Anonimowy

    Ja nazwałabym zmianę czasu z letniego an zimowy.. nieszczęsną.. Nasza Dzidziulka ma nieco ponad 4 m-ce i rytm dnia był prosty pobudka 5.35. Jedzonko zabawa i pierwsza drzemka poranna ok 8.30 do 9.30. Kolejna drzemka ok 11-12 na spacerku gdyż Dzidziulka jeździ jeszcze w gondoli. Po jakimś czasie budzi się i obserwuje 🙂 Potem jeszcze jedna drzemka już krótka po godz. 17. i o 19 już kąpiel, jedzonko i o 20 Dzidziulka już smacznie spała w swoim łóżeczku aż do rana.. Niestety zmiana czasu wprowadziła pewien chaos… O godz. 18 już jest niespokojna bo czeka na codzienny rytuał a tu Mamusia postanowiła sobie go przesunąć.. Zrezygnowałam jednak z tego, gdyż tak jak pisałaś budziła się i tak wcześniej pomimo późniejszego pójścia spać. Teraz wstaje o 5 🙂 jedzonko zabawa i zmiana zaszła, gdyż po 6 chce spać.. więc zasypia na godzinkę… I zaczynamy dzień na nowo 🙂 Poprzestawiało się troszkę, ale mam nadzieję, że wróci to do normy 🙂