Z dziećmi nad wodą. Rodzicu, czy wiesz jak rozpoznać tonącego? 8




Macie takie wspomnienia, które dopiero po wielu latach nabierają odpowiednich barw? Wspomnienia, które mimo upływu czasu siedzą w głowie, czasem każdy najdrobniejszy szczegół jesteście w stanie opisać, jak by wszystko wydarzyło się dopiero wczoraj. Wspomnienia dzieciństwa, które dopiero będąc dorosłym zaczynacie rozumieć. A właściwie uświadamiacie sobie, jak bardzo nie rozumieliście będąc jeszcze dzieckiem…

W telewizji alarmują o przerażających statystykach. Ileż dzieci w tym roku straciło życie nad wodą. Lato trwa w najlepsze, choć pogoda nie wszędzie dopisuje. Nawet jeśli z nieba nie ‘leje się żar’, ludzie ruszają nad wodę. W większości są to miejsca, które średnio nadają się do zabawy dla dzieci, ale… tej frajdy ciężko odmówić. Zwłaszcza jeśli samemu pamięta się, ile to razy bywało się nad kąpieliskiem, ile to radochy, ile pięknych wspomnień.

W naszej miejscowości jest plaża miejska. Kilka, kilkanaście metrów brzegu usypanego ‘ładnym’ piaskiem przy rzece. Jak się zapewne domyślacie, Dzidziulka uwielbia wyprawy na plażę, jakakolwiek woda sprawia, że oczy się święcą, a buzia się śmieje. Ja nie lubię tam chodzić. Nie dlatego, że miejsca mało, a ludzi tłum. Nie dlatego, że woda (jej kolor) przypomina brudne kałuże (choć na zdjęciach wygląda całkiem fajnie). Przed ten prąd, tak niebezpieczny. Bo tej bezpiecznej, płytkiej wody tak niewiele, a sama myśl o głębokości przyprawia dreszcze. Kiedy jesteśmy nad wodą nie spuszczam Dzidziulki z oczu. Muszę mieć ją non stop na wyciągnięcie ręki. Ale i patrzę na każdy jej ruch, zawsze, choć wody ma maksymalnie do łydek. Kiedy wchodzimy do jej wysokości kolan czy ud trzymam ją za rękę, zawsze. Dlatego słucham w wiadomościach co się dzieje i otwieram buzię z niedowierzaniem. Ile dzieci już w tym roku się utopiło, choć nawet jeszcze połowy lata nie ma. Prawdziwych upalnych temperatur nie było. Słucham i włos się jeży na głowie, no gdzie Ci rodzice. Gdzie byli, co robili, że pozwolili swym dzieciom odejść, albo zgubić się, jak akcja nad morzem. Stukam się w czoło, w środku aż gotuje się we mnie, a potem w moje ręce wpada artykuł. Czytam z zapartym tchem. Już wiem, że nie wszystko jest takie czarno-białe. Fala wspomnień zalewa moje myśli, czytam, ale nagle ekran monitora staje się wielką plamą szarości. Literki uciekają, a ja przenoszę się w czasie…

Nie pamiętam ile miałam lat, ale na pewno mniej niż dziesięć. Byłam mała. Mój Tato nie należał do ludzi niskich, a wówczas na jego pasie, mi brakowało gruntu. To nawet nie była rzeka. To był sztuczny zbiornik wodny. Ot ktoś miał zachciankę i chciał staw mieć za domem, więc wykopał i zrobił. Cała wieś się cieszyła. Wszystkie dzieci miały gdzie pluskać się w wakacje. Oczywiście tylko pod nadzorem dorosłych. I byli dorośli, można by rzec na wyciągnięcie ręki. Widziałam ich. Widziałam horyzont, który znikał. Pamiętam przerażenie. Ten strach towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Nie machałam rękoma. Nie krzyczałam. Nie wołałam pomocy. Byłam cicho. Tak cicho, że choć rodzic był w zasięgu mojego wzroku, nie słyszał, że coś jest nie tak. Chyba zobaczył. Wziął mnie na ręce. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak moje ręce oplotły szyję Taty, ścisnęły z całych sił i już nie chciały puścić. “Topiłam się” wydusiłam. ‘No co Ty, tylko się wody opiłaś, przecież byliśmy obok’ – mówili i… uwierzyłam. Lekcji pływania od tego dnia nigdy już nie brałam. Nie byłam w stanie nigdy więcej zaufać nikomu, by położyć się rozluźniona. Moje ciało w wodzie przestaje mnie słuchać. Każdy mięsień spina się, a ja nie mam nad tym kontroli. Powietrze staje się ciężkie, oddychać trudno, potem nogi się uginają i tego paraliżującego strachu nie jestem w stanie opanować. Całe życie tłumaczę się wszystkim podśmiewującym się z mojego braku umiejętności pływackich, strachem, bo się kiedyś wody opiłam. Dziś, kiedy przeczytałam artykuł, tamto wspomnienie nabrało innego znaczenia. Dziś wiem, że zaczynałam się topić. Dlatego nie machałam rękoma, nie walczyłam w tej wodzie, a właśnie bezwiedne ciało, w ciszy uciekający horyzont i Ci dorośli, których widziałam, którzy byli tak blisko… na wyciągnięcie ręki, to wspomnienia to potwierdzające. 

Obraz tonącego, który od zawsze przedstawiają w filmach, ot dla lepszego efektu, dla wywołania w widzu emocji, rzucającego się na wodzie rzadko zobaczycie w realnym życiu. Są to raczej osoby, które doznają tzw. rozpaczy wodnej. Walczącego, podskakującego wręcz, machającego żywo rękoma, pluskającego wodą, a na dodatek wołającego pomocy tonącego zobaczycie wyłącznie w filmie. Ja do dzisiaj tak właśnie wyobrażałam sobie tę tragedię. Okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Że osoba, która się topi nie jest w stanie machać rękoma, tonący nie walczy, nie pluska wodą i nie jest w stanie nawet złapać oddechu, a co dopiero wydobyć z siebie dźwięku. Topi się w ciszy, czasem pośród tłumu ludzi. Horyzont ucieka. I choć w środku czuje strach i przerażenie, nie jest w stanie tego okazać.

W przeczytanym artykule (cały tutaj: klik) był taki oto przykład z życia:
Z kabiny statku wybiegł kapitan, w ubraniu wskoczył do wody i płynie w stronę tonącego. Będąc doświadczonym ratownikiem, swój wzrok skupił właśnie na człowieku miotającym się w wodzie. “On chyba myśli, że się topisz” – powiedział mąż do żony. Wcześniej pryskali na siebie wodą i ona krzyczała, ale teraz stali nieruchomo, w wodzie po szyję na piaskowej mieliźnie. “Przecież wszystko w porządku, co on wyprawia” – zapytała żona, nieco poirytowana. Mąż krzyknął: “wszystko w porządku” machając do kapitana, żeby zawrócił, ale ten nieustannie płynął w ich kierunku. “Z drogi” wysapał, kiedy przepływał między nimi. Dokładnie trzy metry za ich plecami, topiła się ich dziewięcioletnia córka. Po chwili, otoczona ramionami kapitana wybuchła płaczem: “Tatusiu!”


Dlatego statystyki są tak przerażające. Ponad połowa dzieci topi się w odległości nie większej niż 20 metrów od rodziców lub innych dorosłych, a w 10% przypadków rodzic widzi swoje tonące dziecko, jednak nie zdaje sobie z tego sprawy! Utonięcie jest na drugim miejscu, jeśli chodzi o przyczynę wypadków śmiertelnych u dzieci poniżej 15 roku życia. Trzeba uświadamiać ludzi. Choć ciężko będzie zburzyć obraz tonącego, przedstawiony w słonecznym patrolu, trzeba mówić o tym głośno. Dlatego śmiało, udostępnij ten artykuł, niech idzie w świat. Jeśli uratuje choć jedno życie… warto!

spodnie, koszulka – little gold king (promocje możecie śledzić TU i TU)

Dodaj komentarz

8 thoughts on “Z dziećmi nad wodą. Rodzicu, czy wiesz jak rozpoznać tonącego?

  • Optymistycznie. eu

    Mnie kiedyś tata uczył pływać, puścił, a ja tego nie czułam – mówiłam coś do niego a on nie odpowiadał. Odwróciłam się, a on stał na brzegu i bił brawo, bo płynęłam sama. Spanikowałam. Jakimś cudem dopłynęłam do brzegu i już nigdy więcej nie próbowałam pływać. Ot taki uraz. Tato chyba zapomniał, że nauka pływania to nie nauka jazdy na rowerze, do dziś mam do niego żal o to, choć wiem że nie chciał, by stała mi się krzywda i w zasadzie oprócz urazu do wody nie stało mi się nic więcej.

  • Anet

    Nieraz obserwowałam malucha, który wchodzi do wody, przewraca się, wychodzi, odchodzi, a mama co? Czyta gazetkę, nawet nie podnosi głowy. Widziałam takich sytuacji mnóstwo. Nie potrafię tego odpowiednio skomentować.

    • dzidziulkowo

      to co piszesz jest przerażające. Takie mamy, przekonane są zapewne, że jak coś się będzie działo, to usłyszą, bo dziecko będzie wołało pomocy. Tym bardziej powinny zostać uświadomione!

  • Mama Pana Adama

    Świetny wpis! Przyda się niejednemu, bo gdy patrzę na rodziców z dziećmi nad wodą to czasami ręce mi opadają. Ja swojego roczniaka do wody nie puszczam, bo ma skórne problemy, razem idziemy jedynie pomoczyć nogi i pobiegać po mokrym piasku, ale już teraz staram się przygotowywać do tego, że kiedyś będzie starszy i ja będę musiała mieć oczy dookoła głowy.

  • Mamine Skarby

    Straszne Asiu to co musiałaś przeżyć. A ten post jest bardzo przydatny- mało kro zdaje sobie sprawę jak wyglada tonąca osoba. powinniśmy bardziej uważać- szczególnie na nasze dzieci. Ściskam!