Znikam… ale zaraz wracam! 5


Zniknęłam. Wciągnęło mnie życie, wysysając najmniejszą kroplę energii, jaką udało mi się wycisnąć. Szybkim krokiem, żeby nie powiedzieć truchtem, doszłam do momentu, kiedy musiałam się zatrzymać. Jeszcze raz złapać głęboki oddech, by poczuć ból w klatce, by od nadmiaru świeżego powietrza zakręciło się w głowie. 

Odkładany od dwóch miesięcy moment czas wcielić w życie. Bo argumenty o ciągłej niegotowości przestają mieć racjonalny byt. Nadmiar spraw wciąż się powiększa i choć wykreślamy coś z listy, na to miejsce pojawiają się dwa nowe punkty. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, poszukać innego rozwiązania, bo czekanie na lepszy moment staje się niekończącą historią. Nieprzewidywalne życie, jak zawsze próbuje dorzucić swoje dwa grosze. Już postanowione. Wracam. Tęskniliście choć trochę?
Przede wszystkim nadszedł czas, by podzielić się z Wami nowiną, którą noszę w sobie już dobre dwa miesiące, o której najchętniej krzyczałabym całemu światu, a tymczasem ukrywam głęboko i strzegę niczym największej tajemnicy świata. To ona właśnie wyrwała mnie z rzeczywistości. Wytrącona z równowagi szybko wpadłam w wir codzienności, niczym w środek tornada i za nic w świecie nie potrafiłam się zatrzymać. Chciałam wszystko nadrobić, chciałam milion rzeczy na raz, ale zapomniałam, że każdy z nas jest tylko człowiekiem. Że ja jestem tylko człowiekiem. Na szczęście długie jesienne wieczory, które właśnie się rozpoczęły, sprzyjają mi bardzo.
Już nie przeciągam, bo na pewno jesteście ciekawi, o czym mówię. Otóż przeprowadzamy się! Nie tak daleko, jakby się wydawało. Usuwamy blogspot z naszej nazwy i będziemy na swoim. Pisałam Wam o tych zmianach TUTAJ, czytaliście, że od samego początku chciałam to zrobić. Już nie chcę myśleć. Chcę działać. Będzie nowy adres, nowy szablon, ale i cały blog trochę się zmieni. Pojawią się serie postów, które publikować będę w określony dzień tygodnia. Na pewno pojawi się, dzień tygodnia z Nowym Jorkiem. Swoją drogą, który dzień tygodnia byłby dla Was najlepszy? Czas odkurzyć roboczy folder, a z tego co widzę lubicie posty z Nowego Jorku. Mam ich jeszcze bardzo dużo, także jakoś przetrwamy jesień, a może nawet i zimę? Pojawi się również seria postów dotyczących fotografii. Chciałabym, by ta część mojego życia zajęła kawałek miejsca na blogu. Cieszy mnie bardzo Wasze uznanie dla moich zdjęć, z chęcią podzielę się moją wiedzą i doświadczeniem w tym temacie. Jeśli macie konkretne pytania, zagadnienia, które Was interesują, piszcie śmiało, czy w komentarzu czy na e-mail. Reszta zostanie na chwilę obecną tajemnicą. Prace nad nowym wyglądem bloga trwają już dwa miesiące. Jestem przekonana, że mogłyby trwać i rok, dlatego postanowiłam już nie przeciągać. Przeprowadzamy się teraz, zaś na bieżąco będziemy wszystko ulepszać. Wypatrujcie więc nowych wpisów, ale i nowego szablonu. Nie przestraszcie się, jeśli pewnego dnia nie będziecie mogli wejść na naszą stronę. Będzie to oznaczać, że właśnie rozpoczęły się zmiany.
Jeśli lubicie do nas zaglądać i chcecie dać nam KOPA motywacyjnego, to jest pewien sposób. Ot taka mała prośba, która wiele dla nas znaczy. Nasz blog bierze udział w konkursie na najlepszy blog parentingowy, organizowanym na stronie Położna na medal (klik) można głosować codziennie, aż do grudnia. Za każdy klik będę skakać pod sufit.

Dodaj komentarz

5 thoughts on “Znikam… ale zaraz wracam!