Pytanie na śniadanie. Dzidziulkowo w Tv! 11


IMG_6820blog

Początek tygodnia. Po niekończącym się (choć trwającym tylko/aż siedem dni) maratonie jęków i narzekań naszych ciągających noskami tyci serduszek, stwierdziłam, że czas przerwać złą passę. Plan pojawił się w ułamek sekundy. Najlepszy sposób, a jednocześnie najprostszy w zastosowaniu? Pozytywne nastawienie! Pozostało jedynie plan wcielić w życie. Ustaliłam sama ze sobą, że jutro zaraz po przebudzeniu, zaczaruję swój dzień i choćby się waliło, paliło – to będzie piękny dzień, po czym zasnęłam praktycznie w momencie przyłożenia głowy do poduszki.

Poniedziałkowy poranek. Ciemno. Słyszę pierwsze odgłosy budzącego się najmniejszego członka rodziny. Próbuję otworzyć oczy, ale powieki są tak ciężkie, że same opadają. “To będzie piękny dzień” mruczę pod nosem i z zamkniętymi oczami idę w kierunku dziecięcego pokoju. Bez zastanowienia biorę Domisia na ręce i wracam do sypialni.

“To będzie piękny dzień” powtarzam po raz kolejny.

Najmłodszy członek rodziny jednak widokiem sypialni bulwersuje się jeszcze bardziej. “Jeść! Pewnie jest głodny.” dostaję olśnienia, szukając potwierdzenia na zegarku. 5:30? ojej, toć powinien spać jeszcze z godzinę!

“To będzie piękny dzień, to będzie piękny dzień, to będzie piękny dzień…” – próbuję przekonać samą siebie.

Trzydzieści minut później wstaje siostra i zajmuje brata zabawą. Uff, moje pięć minut. Siedzę nad kubkiem ciepłej kawy, bo powieki wciąż ciężkie jak stal opadają. “To będzie piękny dzień” mówię głośno nawet nie wiem, który już raz z kolei. Obok mnie siada głowa rodziny. Równie zaspana, z jeszcze większym kubkiem kawy. “Jeju” – słyszę ton, który nie wróży nic dobrego.

“Ciiiii… To będzie piękny dzień. Słyszysz? To będzie piękny dzień. Powtórz!” natychmiast pouczam drugą połówkę.

Tego poranka nie wiedziałam jednak, że aż tak piękny. Ściągnęłam niesamowicie pozytywne fluidy do naszego domu i sama byłam w szoku. A e-mail od redakcji z telewizji polskiej z zaproszeniem do studia był jedną z wielu fajnych wiadomości tego dnia. Serio!

IMG_6792blog

IMG_6797blog

To był długi tydzień, a ostatnie dwadzieścia cztery godziny to najintensywniejsza doba od dobrych czerech tygodni. Ale wiesz co mój drogi czytelniku? To były piękne godziny. Przeplatane co prawda niepewnością, jakąś tremą, która gdzieś tam przedzierała się od środka, głównie z powodu braku czasu na jakiekolwiek przygotowanie. Po raz kolejny jednak potwierdziło się, że najpiękniejszych chwil nie zaplanujesz, one przyjdą same. Te spontaniczne decyzje i nieprzewidywalne momenty tworzą najpiękniejsze wspomnienia. Po raz kolejny uświadomiłam sobie także, że przyjaciel to najcudowniejsza relacja pod słońcem. A najfajniejsze w przyjaźni jest to, że czas nie gra roli, że możemy nie widzieć się długie miesiące, a nawet lata, zaś gdy się spotykamy, czujemy się, jakbyśmy widzieli się wczoraj.

Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i nie ma przypadku, jest tylko zbieg zdarzeń. Poranek spędzony na ul. Woronicza 17 z całą pewnością na długo pozostanie w naszych wspomnieniach. Nowe studio programu Pytanie na śniadanie, które mogliśmy zobaczyć od kuchni, robiło wrażenie, ale przede wszystkim ekipa, której my, widzowie, nie widzimy była ogromnym zaskoczeniem. Oczywiście bardzo pozytywnym. Każdy miał czas przywitać się z Julką i zamienić kilka słów, a co istotne zniżyć się, kucnąć, przyklęknąć, by znaleźć się na jej poziomie, by nawiązać kontakt wzrokowy, by poczuła się dobrze w nowym otoczeniu. Śmiała zazwyczaj Julka, wyjątkowo zawstydzona nieustannie brała rączki do buzi. Idę od człowieka do człowieka, charakteryzacja, mikrofon itd. Julka tuż obok, twardo towarzyszy mi przy każdym etapie. “Idą jakieś ząbki?” – słyszę, że pyta pan z ekipy, kucając, by spojrzeć Dzidziulce w oczy. “Yhm” nieśmiało odpowiada Julka, a już po chwili otwiera szeroko buzię, chwaląc się stanem uzębienia. “Rzeczywiście. Już widać połowę. Super!” słyszę. No i rewelacyjni prowadzący. Chyba nie mogliśmy trafić lepiej. Marcelina na żywo jest jeszcze piękniejsza, a Tomek jest tak świetnym facetem, że chyba zacznę oglądać telewizję śniadaniową.

Atmosfera była rewelacyjna. Była też trema, bo jednak po raz pierwszy pojawiłam się na szklanym ekranie. Widok szklanki z sokiem, w zasięgu trzylatki, przeraziłby chyba każdą mamę, zwłaszcza, że Julka stwierdziła, że nie chce siedzieć na poduszce i brodą sięgała stołu. Przeżyłyśmy. Właściwie przeżyliśmy, bo Tato z Domisiem dzielnie kibicowali nam w pokoju gościnnym. Spędziliśmy fajny poranek i jeszcze lepszy dzień w stolicy. Rodzinny. A właśnie takie uwielbiam najbardziej. Wróciliśmy naładowani pozytywną energią.

Temat naszego spotkania, a więc czy płeć można zaplanować, pojawił się już na blogu tutaj. Jeśli wciąż macie pytania – śmiało, zadawajcie… A jeśli marzy Wam się piękny dzień, przepis znajdziecie na początku postu. Zaczarujcie swój los i łapcie szczęście garściami. 

IMG_6811blog

IMG_6842blog

IMG_6817blog

IMG_6862blog

Kto nie zdążył obejrzeć, klika:


Dodaj komentarz

11 thoughts on “Pytanie na śniadanie. Dzidziulkowo w Tv!