bujaj się


W naszym “wielkim” mieście na palcach jednej ręki policzyć zapewne bym mogła place zabaw z huśtawkami dla malusich dzieciaków. Takie huśtawki, gdzie i oparcie i zabezpieczenie z przodu, by Dzidziulka sama pobujać się mogła. W okolicy naszej placów co najmniej pięć, ale taki, z którego rzeczywiście skorzystać można, na drugim końcu miasta. Całe szczęście koniec nie tak daleko, bo tylko kilka minut samochodem, ale jakieś trzydzieści piechotą z wózkiem, a na dodatek pod górkę (i to nie małą) wracać by trzeba 😉
Ale nie o potrzebach naszego miasta, a o Dzidziulce chciałam… Otóż Dzidziulka z bujaczków korzystać nie chciała. Po prostu nie było bujanie do szczęścia potrzebne, a  jej “zabawa” w bujaku kończyła się po pięciu minutach płaczem. Ale teraz, kiedy już siedzi pewnie, a do tego na powietrzu, na placu zabaw, gdzie dzieci pełno, bujać się uwielbia. I świetnie jej to wychodzi! Przechyla się do tyłu i nóżki prostuje, potem nóżki chowa, nachylając się lekko do przodu. Oczywiście trzyma się mocno łańcuchów. Zawodowiec normalnie, choć to dopiero jej trzeci raz! Za pierwszym już pokazała rodzicom, że wie o co chodzi, ale huśtawka nie do końca była bezpieczna, więc trzeba było asekurować 😉

Dodaj komentarz