matka (nie) choruje 6


Te zdjęcia leżały na dysku od wielu dni… Podchodziłam do nich wielokrotnie i za każdym razem wydawały mi się takie… zwykłe. Ujęcia standardowe, jakich mamy wiele, a i Dzidziulki miny, spojrzenia takie, jak i na pięciu ostatnich “sesjach”. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie odstawić aparatu na jakiś czas, by nabrać dystansu i spojrzeć z innej perspektywy. 
Dzisiaj oddałabym wiele za taki właśnie “zwykły” rodzinny spacer, wypełniony tymi “zwykłymi” kadrami, “zwykłymi” spojrzeniami i “zwykłymi” uśmiechami…
Wspomniana ‘inna’ perspektywa przyszła sama, zupełnie niespodziewanie. Oczywiście nie o taką zmianę perspektywy mi chodziło.
Choć wydaje się, że matka to taka istota, która jakby z kamienia, co się nie kruszy, mimo, że serce miękkie, jak gąbka, wyposażona w niekończącą się siłę, nawet kiedy gdzieś tam po plecach pot strużką płynie, przychodzi moment… a właściwie wirus i okazuje się, że ta silna istota staje się delikatną, kruchą muszelką…
Ale tak naprawdę walka z wirusem bez możliwości brania jakichkolwiek lekarstw, ratując się jedynie naturalnymi witaminami jest tak zwanym pikusiem. Bo kiedy wirus atakuje dziecko, dopiero wtedy ta silna choć osłabiona istota, którą jest matka staje się całkowicie bezsilna, bezradna, bezbronna…
A te “zwykłe” ujęcia, zrobione podczas “zwykłego” rodzinnego spaceru, ze “zwykłymi” Dzidziulkowymi spojrzeniami, minami to nieosiągalne w tej chwili marzenia.

bluza/kurtka – early days
spódnica – carter’s
getry, czapa – h&m
chustka – carrefour
buty – ccc

Dodaj komentarz

6 komentarzy do “matka (nie) choruje