przedawkować szczęście? 7


Dwa i pół tygodnia błogiego lenistwa… Sama wizja tych dni napawała optymizmem. Czekaliśmy na nie z utęsknieniem wiele długich miesięcy. Kiedy więc nadeszły, chwilo trwaj, chcieliśmy krzyczeć. Ten urlop od szarej codzienności, od jego pędu był bardzo potrzebny. Mogliśmy na koniec roku się nieco zresetować, złapać kilka oddechów, nadrobić zaległości, by wejść w Nowy Rok z naładowanymi akumulatorami, głową pełną pomysłów, planów i marzeń
Spędziliśmy cudowny czas, nie tylko świąteczny, bez pośpiechu, bez stresu, bez jakiegokolwiek parcia, w głównej mierze spędzając czas na zabawie z dziećmi. No szczęście kipiało uszami…. i nagle stało się coś dziwnego. Pewnie nie zauważylibyśmy tego, gdyby nie dzieci. Nagle okazało się, że nasz cudownie spędzany czas staje się… nieprzyjemny. Dzieci zaczęły się buntować. Zwłaszcza wieczorem, kiedy nadchodziła pora spania. Kiedy drugi z rzędu wieczór spędziliśmy oddzielnie usypiając dzieci, którym odpłynięcie potrafiło zająć i dwie godziny, zaczęłam się zastanawiać, co jest nie tak. I wiecie, co? Przedawkowaliśmy szczęście. Może nie tyle my, co Dzidziulka i jej mały brat. Byliśmy non stop przy nich, nadskakując i rozpieszczając do granic możliwości. Zgadzaliśmy się na wszystko, przymykaliśmy oko zbyt często, ciesząc się ‘urlopem’. Dzieci jednak po niespełna dwóch tygodniach przeprogramowały się na nową rzeczywistość i radość uderzyła do maleńkich główek zbyt mocno. Może i nie miałabym nic przeciwko dwugodzinnym, nocnym, pogadankom z Dzidziusiem, gdyby lista rzeczy do zrobienia nie była tak przepełniona i zbliżały się terminy, których przekroczyć nie mogę, bo odpoczywałam od wszelakich obowiązków zbyt długo. Kiedy nadszedł kres błogiego lenistwa i miałam zostać sama z dwójką, rozbrykanych, rozstrojonych dzieciaczków, nieco się przestraszyłam. Okazało się jednak, że wystarczyło przypomnieć nasz rytm dnia. Skrócić nieco przyjemności. Dozować szczęście rozsądnie. A Tata, za którym tak codziennie tęsknimy mocno dezorganizował nam poukładaną, niby taką zwykłą, codzienność. Powracamy więc do naszej szarej rzeczywistości z uśmiechem. Szczęście jak widać bywa niebezpieczne, a  najlepiej smakuje w niewielkich ilościach. 

kurtka – rothschild /leginsy – george / czapa – no name /komin – primark /rękawice – h&m/ buty – kari

Dodaj komentarz

7 komentarzy do “przedawkować szczęście?