CzuCzu – pierwsze starcie 9


Uwielbiam puzzle, choć w mym dorosłym życiu nie mam czasu na takie umysłowe przyjemności. Jako dziecko miałam ich wiele i wciąż cieszyłam się z kolejnych, znalezionych np. pod choinką.

Puzzle CzuCzu po raz pierwszy zobaczyłam w Empiku, jednak ich cena szybko mnie przepędziła. Poza tym było dużo za wcześnie na takie zabawki dla Dzidziulki. Kilka miesięcy później odkryłam, jak wielką sławą cieszą się w blogowym świecie dziecięcym. Ponieważ sugerowany wiek to 2+ nie spieszyłam się z ich kupnem, choć już wiedziałam, że na pewno znajdą się w naszym domu.
Zupełnie przypadkiem znaleźliśmy się w Rossmanie, kiedy na CzuCzu była promocja. Dzidziulka przykucnęła, zachwycając się puzzlami. Zaczęła wskazywać paluszkiem zwierzaki naśladując ich odgłosy. Kiedy zapytałam Dzidziulkę, czy chciałaby te puzzle kupić, bez wahania pokiwała znacząco głową i odpowiedziała “dobzie”, informując tym samym Mamę, że zgadza się na mą propozycję. Jako że oprócz promocji w sklepie, otrzymaliśmy rabat z programu Rossnę, kosztowały tylko 32 złote.
W pierwszy zachwyt wpadłam, gdy puzzle otworzyliśmy w domu. Po pierwsze ich wielkość. Co prawda, z tyłu opakowania jest rysunek w skali 1:1, jednak w sklepie tyłu nie oglądaliśmy.
Po drugie ich jakość. Już opakowanie zachwyca, gdyż nie jest z cienkiego kartonu, które po miesiącu się rozlatuje.
Puzzle są grube. Piękne. Błyszczące. Kolory żywe.
Choć mają zaledwie 27 elementów są mega długie i rewelacyjnie przemyślane.
 Dziecko na wysokość musi dopasować 3 puzzle. Układa zatem 3, 6, 9 elementów i “idzie w bok”.
Pierwszy zachwyt ostudziła Dzidziulka, która układaniem puzzli nie była zainteresowana. Układałam więc ja, a Dzidziulka “niszczyła”.  Albo brała jeden element, na którym widać zwierzaka i chodziła naśladując jego odgłosy.
Puzzle spakowałam i postawiłam na półkę przekonana, że tam poleżą najbliższe 6 miesięcy. Dzidziulka jednak kilka razy dziennie prosiła, by podać jej puzzle.
Miała frajdę z ich wyjmowania, chowania. Podpatrywała Mamę układającą obrazek, wciąż jednak nie chcąc uczestniczyć w tej zabawie. Na gotowym, prawie metrowym obrazku natomiast bawiłyśmy się w szukanie zwierzaków, naśladowanie ich, czy wreszcie liczenie świnek, krówek, kurek, gąsek…
Puzzle CzuCzu więc, choć Dzidziulka nie chciała bawić się w ich układanie, szły w ruch po kilka razy dziennie. Z czasem nasze zabawy ewoluowały. Dzidziulka zaczęła pomagać w układaniu. Z każdym dniem coraz więcej i więcej….
W tej chwili od układania CzuCzu zaczyna poranne zabawy. 
Co prawda jeszcze całkowicie sama ich nie układa, ale widać, że doskonale wie, gdzie który puzzel powinien się znajdować. Ma jednak problem z włożeniem elementu na swoje miejsce, kładzie ‘byle jak’ i czeka, aż Mama złoży. Kiedy robiłyśmy zdjęcia do tego postu, usiadłam nieco dalej i sprawdzałam ustawienia aparatu, a Dzidziulka w tym czasie ułożyła 3 puzzle, sama. 
Nasze CzuCzu układamy na różne sposoby.  Albo pytam Dzidziulkę, co tutaj będzie, albo opisuję jaki element będzie teraz potrzebny, a ona wyszukuje i podaje Mamie.
Czasem próbuje sama dopasować, czasem  przekomarza się ze mną próbując wcisnąć kotka w ucho świnki  i mówi “nieee”. Wreszcie kładzie w miejscu, gdzie powinien się znajdować element i z uradowana mówi “tuuu”.
Puzzle CzuCzu mamy niecałe półtorej miesiąca. Użytkowane są naprawdę intensywnie, układane bowiem po kilkanaście razy dziennie. Często leżą cały dzień na wierzchu, bo Dzidziulka chce układać, gdy tylko Mama schowa do pudełka. Powoli widać pierwsze ślady użytkowania. A ja już rozglądam się za promocjami, bo na tych puzzlach nasza przygoda z CzuCzu zdecydowanie się nie skończy.

 
sweter, skarpetki – f&f
getry – next
spinka – pepco
puzzle – CzuCzu


Dodaj komentarz

9 thoughts on “CzuCzu – pierwsze starcie