dzień za dniem 6


Życie, tak nieprzewidywalne, zaskakujące. Czasem mam wrażenie, jakby tam gdzieś na górze bawiło się dziecko. Niedojrzała, mała dziewczynka, kapryśna bardzo. W czerwonej sukience, bez rajstop, w białych podkolanówkach i czarnych lakierkach. Ułożonych, prostych włosach do ramion, wielkich piwnych oczach i porcelanowych polikach. Siedzi na strychu i nieco znudzona, bawi się jak marionetkami, kierując życiem nic nie świadomych ludzi. W zależności od humoru zapala słoneczko, albo po prostu rzuca kłody pod nogi. Najpierw przytula, a po chwili odpycha. Wyrzuca, jak nic nie znaczącą zabawkę, by za chwilę znów ściskać, jak najcenniejszy skarb. My, jak lalki, bezwiednie wykonujemy rozkazy, dopasowując się do wszystkich widzi mi się dziewczynki na górze… A im bardziej nam nie wychodzi, im bardziej się staramy, tym większy ubaw ma dziewczynka na górze. Mam ostatnio przed oczami takie właśnie obrazy. 
Żyłam marzeniami. Tak pięknymi, że normalnie unosiłam się nad ziemią. Szczypałam się, by być pewna, że to nie sen. Pytałam wciąż czy to się dzieje naprawdę. Zbiegi zdarzeń układały się, jak puzzle w przepiękny obrazek. Tak piękny, że aż nieprawdziwy. Nieprawdopodobny. A kiedy już dałam się przekonać, że to nie sen, a moje życie, że rzeczywiście można żyć marzeniami, że one mogą się spełnić, wszystkie, jedno po drugim, czyniąc moje życie jednym wielkim pasmem szczęścia, spadłam. Gruchnęłam na ziemię właściwie i tak, bolało. Zupełnie, jak bym zamiast chodzić, latała i kiedy już byłam tak wysoko, że moja głowa sięgała chmur, dziewczynka ze strychu ściągnęła mnie za nogę na ziemię, pokazując gdzie moje miejsce. W głowie słyszałam nawet jej głośny śmiech. Zapewne miała niezły ubaw z naiwnej kukiełki, która sądziła, że będzie latać z głową w chmurach.
Teraz marzeniem stała się dotychczasowa rzeczywistość, której nie doceniałam, albo doceniałam niewystarczająco, przedstawiając jednocześnie marzenia jako nic nie znaczące zachcianki. Chwilowo przestałam wyglądać daleko w przyszłość. Podniosłam się co prawda, wytrzepałam brudne kolana i małymi kroczkami idę do przodu. Żyję dzień za dniem. Starając się cieszyć drobnostkami, maleńkimi sukcesami, które jeszcze nie dawno były szarą codziennością. Zaskakujące ile radości można odnaleźć w tej zwykłej szarości dnia właśnie, kiedy nie myśli się za dużo o jutrze, kiedy żyje się tu i teraz. Oczywiście nie zrezygnuję z marzeń. Będę marzyć, ale poczekam, aż dziewczynka będzie w lepszym humorze…

body – f&f
ZAPRASZAMY NA KONKURS!
SZCZEGÓŁY TUTAJ!!!

Dodaj komentarz

6 thoughts on “dzień za dniem