kiedy stajesz się rodzicem… 6


Najwspanialsza chwila na świecie – to oczywiście chwila, w której stajemy się rodzicami. Przepełnia nas tak ogromne szczęście, że wówczas nikt nie myśli o tym, że to również chwila, w której oprócz tej ogromnej radości, rozpoczyna się właśnie okres wiecznej troski. Troski, która nie mija. Troski, która trwa nieustannie do końca naszego życia…

Po raz pierwszy poczułam tę gorszą część bycia rodzicem miesiąc po urodzeniu Dzidziulki. Trafiłyśmy z przedłużającą się żółtaczką do szpitala, o dzień za późno niestety, więc przyjęte zostałyśmy na oddział dziecięcy, choć Dzidziulka mimo tych kilkunastu godzin po przekroczeniu magicznej granicy trzydziestu jeden dni wciąż przecież była tyci kruszynką, ale nie noworodkiem.
Szłam wówczas z Dzidziulką, dwiema torbami, które pomogła nieść przyjaciółka, bo Taty niestety w mieście nie było. Szłam i udawałam, przed sobą, Dzidziulką, tak rewelacyjnie odgadującej nastrój mamy, i przed nią – przyjaciółką, Mamę odważną, raz, albo dwa tylko pozwalając, by oczy zakryła ściana łez, rozmywając obraz szpitalnej izby przyjęć.
Pobyt w szpitalu był przeżyciem strasznym, nie życzę nikomu. Dzidziulce robili szczegółowe badania, bo ważniejszym celem dla lekarzy było ustalenie przyczyny wysokiego poziomu bilirubiny, niż jej zbijanie. Pierwszego poranka zaniosłam więc moje trzy i pół kilograma szczęścia do pokoju zabiegowego na pobranie krwi do badań. Bałam się trzymać to tyci dzieciątko, kiedy panie wbijały igły w jej delikatne żyłki widoczne na główce. Bałam się cholernie, że nie dam rady utrzymać płaczącej, machającej rączkami, nóżkami istotki, robiąc jej tym samym jeszcze większą krzywdę. No i strzykawek się boję, nigdy przenigdy nie patrzę, a tu ciężko odwrócić wzrok jednocześnie trzymając dziecko. Oddaliłam się nieco, a panie zapewniły, że jak skończą przyniosą niemowlę, więc uciekłam do naszej izolatki. Nie odpoczywałam tam. Siedziałam jak na szpilkach, wsłuchując się w odgłosy dochodzące zza drzwi, wpatrując ślepo w gigantyczną pszczółkę maję, namalowaną na ścianie naszej sali. Kiedy rozmawiałam przez telefon, że tak się bałam, że uciekłam… usłyszałam, że Dzidziulka taka biedna, że ją zostawiłam tam samą. Nie że my biedne, albo że ja biedna, co musiałam przeżywać, tylko ona, taka sama w tym zabiegowym… Nie trzeba było długo czekać na wyrzuty sumienia. Następnego dnia więc poszłam i nie śmiałam nawet na chwilę zostawić mojego dzieciątka. Mimo, że wciąż wolałam jej trzymanie pozostawić doświadczonej pielęgniarce. Patrzyłam na Dzidziulkę z rozłożonymi rączkami, trzymanymi przez pielęgniarkę pochyloną nad Dzidziulką, przyciskającą jednocześnie swą klatką piersiową jej tyci nóżki. Druga pielęgniarka zaś wbiła igłę w główkę Dzidziulki. Cztery fiolki do pobrania leżały obok przygotowane. Dzidziulka płakała, tak strasznie płakała, a ja stałam nieruchomo. Obraz przed oczami zrobił się nagle jedną wielką rozmazaną plamą. Dzidziulka przy pobieraniu trzeciej fiolki przestała płakać, a ja poczułam nagle straszne nudności. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Jednak nie miałam zamiaru uciekać. Stałam i udawałam, że wszystko jest ok. Oddychałam głęboko, by powstrzymać odruch wymiotny. I nagle przez mgłę widziałam pielęgniarkę, łapiącą mnie pod pachę i pytającą, czy na pewno dobrze się czuję, bo jestem strasznie blada i wyglądam jakbym miała za chwilę zemdleć. Odprowadziła mnie do innego pokoju, otworzyła okno, bym posiedziała i wróciła do siebie. Nie potrafiłam powstrzymywać łez. Moja Dzidziulka okazała się być dzielniejsza niż Mama. Słowa pielęgniarki, brzmią w mej głowie po dziś dzień. Nie wiem, czy miały być pocieszeniem, ale jeśli tak to niestety skutek był wręcz odwrotny. Powiedziała mi, że nie ma się czym przejmować, a już na pewno nie ma czego płakać. To przecież nie ostatni raz, kiedy choruje moje dziecko. Zupełnie, jak by ten stan rzeczy był czymś normalnym. Nie jest. Nigdy nie będzie. Choć dziś zdaję sobie sprawę, że tak już jest, kiedy stajesz się rodzicem. Że oprócz tego szczęścia niepojętego. Tej miłości tak ogromnej. Los daje w pakiecie i tę troskę. Troskę, która nie mija. Troskę, którą nosisz w sobie do końca życia…

kożuszek – baby gap/ spódniczka – infante/ rajstopy – wola/ podkolanówki – reserved/ czapa – f&f/ szal – no name/ buty – kari
PRZYPOMINAM, ŻE TRWA KONKURS! 
SZCZEGÓŁY W ZAKŁADCE KONKURSY!


Dodaj komentarz

6 thoughts on “kiedy stajesz się rodzicem…